Podczas środowej sesji główne indeksy rynku akcji GPW opuściły dołem 3-miesięczne formacje konsolidacji, których lekko rosnące dolne ograniczenie wyznaczone jest przez linię trendu, przechodzącą przez minima rynku z listopada i grudnia. Na pierwszy rzut oka - na drugi zresztą też - to zachowanie rynku przypomina rozwój wydarzeń z drugiej połowy czerwca ubiegłego roku, kiedy opuszczenie przez WIG dołem analogicznych 8-miesięcznych formacji dystrybucji ostrzegało przed późniejszym silnym spadkiem rynku. W USA główne indeksy przystąpiły do testowania 3-miesięcznych wsparć w czwartek i wynik wczorajszej sesji powinien mieć rozstrzygający charakter. Gdyby opisana powyżej techniczna analogia miała okazać się poprawna, to w ciągu najbliższych kilku tygodni powinniśmy zobaczyć WIG20 gdzieś w strefie 1060-1100.
Zakupy akcji na tym poziomie - jeśli rzeczywiście zostanie osiągnięty - wymagać będą dużej odwagi, jako że tak niskim poziomom naszego rynku odpowiadać będą najprawdopodobniej nowe minima bessy na wielu giełdach zachodnich i - nie da się wykluczyć - początek agresji USA na Irak. Oczywiście mowa tu tylko o spekulacyjnych zakupach przed sezonowym wiosennym ożywieniem na rynkach. Przy obecnych poziomach generowanych zysków akcje nabrałyby charakteru sensownej lokaty inwestycyjnej dopiero gdzieś w okolicach poziomu 400 pkt. (dla WIG20) na co zapewne przyjdzie nam jednak poczekać jeszcze trochę. Oczywiście, gdyby trwające ożywienie gospodarcze miało ulec przyspieszeniu i miało osiągnąć dynamikę porównywalną z tą obserwowaną podczas trzech poprzednich cykli koniunkturalnych lat 90. (produkcja przemysłowa ok. +20 proc. rok do roku w VIII 1994, VI 1997 i XII 1999) ten ostatni pesymistyczny sąd można by nieco złagodzić. Tyle że prawdopodobieństwo takiego rozwoju wydarzeń wydaje mi się znikome. Gospodarka światowa ma jeszcze przed sobą wiele lat trwania procesu likwidacji ekscesów z okresu boomu inwestycyjnego drugiej połowy lat 90. Przed jego zakończeniem nie może być mowy o powrocie na ścieżkę szybszego wzrostu gospodarczego na świecie, a zatem i w Polsce.