Cofnijmy się trochę w czasie. Połowa grudnia ub.r., specjalne kolegium redakcyjne. Planujemy tematy do wydań gazety w okresie świąteczno-sylwestrowym. Jak wiadomo, "newsów" jest wtedy jak na lekarstwo i kolumny gazet ekonomicznych zapełniają różnego rodzaju analizy, podsumowania, prognozy itd. Na mnie wypada wywiad z jakąś znaną osobistością w światowej branży finansowej.
Warren Buffett - przechodzi mi przez myśl (dzwoniłem zapytać do Berkshire Hathaway, nie udało się przebić przez rozbudowaną sieć sekretarek, asystentów...). Bill Gates - wysłałem maila, do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. Rezygnuję z ekstraklasy. Przychodzi mi na myśl, żeby odpytać jakiegoś renomowanego analityka-ekonomistę z Wall Street. W końcu to oni mają ogromny wpływ na rynkową koniunkturę poprzez udostępniane inwestorom prognozy.
Akurat wpadł mi w rękę ranking analityków, którzy najtrafniej przewidzieli poziom indeksów giełd amerykańskich na koniec 2002 r. Wybieram gości z pierwszej dziesiątki - główni ekonomiści najbardziej znanych firm z Wall Street. Wysyłam maile z prośbą o odpowiedź na moje pytania. Większość odpowiada, że nie udziela już wywiadów w tym roku, wybiera się na świąteczne wakacje... Wreszcie "przemiła" asystentka jednego z ekspertów - mam szczęście, najlepszego w rankingu - odpowiada mi, że nie ma problemu. Wysyłam pytania z prośbą o jak najszybszą odpowiedź.
No i zaczęło się. Tuż przed świętami przychodzi zza oceanu informacja: "szef się nie wyrobił, na pewno przyślemy po świętach". "OK" - odpowiadam, ale ponaglam "przemiłą" asystentkę, ponieważ w tygodniu sylwestrowym biorę urlop i wyjeżdżam oddać się "białemu szaleństwu". Wyjechałem, nic nie dostałem, mimo kilku monitów. Pocieszam się, że gdy wrócę wypoczęty po urlopie, będzie mnie czekać miła niespodzianka i zastanę gotowy wywiad. Zdążę go jeszcze opublikować. Wszak chodzi o prognozy na cały 2003 r.
Po powrocie do pracy zastaję rzeczywiście maila od "przemiłej asystentki". Treść mniej więcej taka: "szef pomylił adresy, źle coś wysłał, teraz go nie ma, ale jak wróci, zaraz wszystko naprawimy". Zacisnąłem zęby i dałem jej kolejną szansę. Niepotrzebnie. Po powrocie szefa znów się coś w adresach pomyliło, awaria serwera, kolejny wyjazd itd. Po kilku jeszcze wymianach maili z "przemiłą asystentką" wreszcie JEST!!!! Superanalityk przysłał mi... opracowaną przez jego firmę prognozę dla rynku na br. (dostępną, oczywiście, powszechnie w internecie).