Silna wyprzedaż na rynkach zagranicznych trwa. Spustoszenie, jakie czynią niedźwiedzie, najlepiej widoczne jest na wykresach indeksów europejskich. Wskaźnik giełdy z Londynu spadł na ostatnich sesjach do najniższego poziomu od ponad 8 lat. Dopiero na wczorajszej sesji inwestorom z Wielkiej Brytanii udało się powstrzymać sprzedających. Na 12 sesji z rzędu jednak podaż ponownie zaznaczyła swoją obecność - na wykresie pojawiła się kolejna czarna świeca. Rynek niewątpliwie jest już bardzo mocno wyprzedany i z każdym dniem rośnie prawdopodobieństwo korekty, ale łapanie dołka przy takiej determinacji podaży nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście zakup we właściwym momencie może w krótkim okresie przynieść bardzo wysoki zysk, ale trzeba pamiętać, że takie myślenie przyświeca inwestorom najprawdopodobniej przynajmniej od 3600 pkt. Kupione "po drodze" akcje coraz bardziej parzą. Od początku 1984 roku najdłuższe spadki indeksu FT-SE 100 bez najmniejszego choćby odreagowania ciągnęły się przez 7 sesji. 8-sesyjna fala wyprzedaży miała miejsce tylko raz - w grudniu 2002 roku. Wszystkie te sytuacje można policzyć na palcach dwóch rąk. W trwającej obecnie fali spadków 8. i 9.s sesja odbyła się na wysokości istotnego długoterminowego wsparcia (okolice 3650 pkt.), co z pewnością przyciągnęło wielu łapaczy dołków. Jak dotąd rynek nie kwapi się jednak do odbicia. Nie można więc wykluczyć, że opanowanie przyjdzie dopiero po panice sprzedaży. Z technicznego punktu widzenia ewentualna korekta nie powinna sięgnąć wyżej ponad przebite niedawno wsparcie (3650-3680 pkt.).
W USA indeksy realizują spadki wynikające z powstałych na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy formacji dystrybucji. Głowa z ramionami na wykresie średniej przemysłowej Dow Jones zapowiada spadek do przynajmniej 7700 pkt. Średnioterminowe sygnały płynące ze wskaźników technicznych wskazują na duże prawdopodobieństwo przeceny do październikowego dołka (7300 pkt.). Opór w postaci linii szyi znajduje się tuż poniżej 8300 pkt.