Reklama

Mów mi rekin

Publikacja: 30.01.2003 09:04

No to poczułem się lepiej. Oto usłyszałem, i to ze źródeł urzędowych, że jestem rekinem. Polskiej finansjery. No bo przecież tak właśnie określono urzędowo inwestorów giełdowych, a więc posiadaczy rachunków inwestycyjnych, na których mogą być zarówno miliony, jak i stosunkowo symboliczne kwoty. W tym obligacje skarbowe, akcje z wymiany nieszczęsnych NIF-ów, może jakieś kupione w niepamiętnych już lepszych czasach papiery prywatyzowanych banków i przedsiębiorstw... W sumie okazało się, że cała nasza giełdowa banda, zgraja kapitalistycznych krwiopijców, zasługuje tylko na to, żeby przyłożyć jej podatkiem w reakcyjny łeb.

Władza zresztą kombinuje dobrze - w końcu chętnych na cudze, podatkowe pieniądze jest wielokrotnie więcej niż inwestorów. Rachunek polityczny wydaje się więc dziecinnie prosty. Rachunek ekonomiczny zapłaci gospodarka, bo trudno przypuszczać, by światłe decyzje zwolenników fiskalizmu sprzyjały zwiększaniu skłonności do oszczędzania. Na pewno nie przyczyni się do promowania inwestowania i samodzielnej dbałości o własny los, zamiast czekania na pieniądz podatkowy. Powoływanie się na przykłady innych krajów kompletnie nie przekonuje. Głupich pomysłów nie trzeba małpować.

Poza wymiarem ekonomiczno-giełdowym całej hecy z podatkiem giełdowym, jest jeszcze poważny problem socjologiczny. Przy argumentowaniu rzekomej konieczności rozszerzenia zakresu stosowania podatku od dochodów kapitałowych przekroczona została granica dopuszczalnej socjotechniki. Przeciwstawianie biednych emerytów i rencistów ledwo żyjącej społeczności inwestorów wydaje się poważnym nadużyciem medialnym. To tak, jak wskazywanie: popatrzcie, te giełdowe dranie żyją sobie świetnie i nie płacą podatków, a biedni emeryci i renciści utrzymują budżet. Jasne, że teraz przejaskrawiam potencjalny odbiór całej historii, ale myślę, że reakcje niektórych rozgoryczonych obywateli mogą być bliskie temu rozumowaniu.

Gadanie o tym, że dochody z inwestycji kapitałowych trzeba opodatkować w imię równości społecznej, jest już nudne. Przecież, do licha, żeby cokolwiek zainwestować - przynajmniej teoretycznie - trzeba najpierw zarobić. A więc zapłacić podatek dochodowy. Inwestorzy, lokując swój kapitał w akcjach, wspierają przedsięwzięcia gospodarcze. A to, do diaska, jest podstawowym warunkiem, żeby coś się zaczęło wreszcie kręcić do przodu. Bo na razie, zamiast faktycznych koniecznych reform, jest opowiadanie bajek. I zrażanie ludzi, skłonnych ryzykować swoje pieniądze, finansując działalność firm (przez kupowanie ich akcji).

No dobra. Nagadałem się i jest mi lżej. Jeszcze lżej - w portfelu - będzie nam wszystkim po wprowadzeniu haraczu giełdowego. Pozytywne jest przy tym to, że urzędnicy widać zakładają, iż będzie co opodatkowywać, czyli doczekamy się wzrostów... E tam, co będzie, to będzie. W każdym razie od dzisiaj możecie mi Państwo mówić per "rekin". Nieważne, co i ile mam na rachunku, ważne, że jestem inwestorem. Przepraszam - rekinem. I dlatego, według urzędników, zasługuję wyłącznie na potępienie podatkowe. Mam jednak wciąż nadzieję, że - po zastanowieniu i analizach - opodatkowanie, jeśli zostanie wprowadzone, nie będzie dotyczyło inwestycji długoterminowych. Choć podobno nadzieja bywa matką wyjątkowo wyrodną...

Reklama
Reklama

Powyższy tekst jest wyrazem osobistej wiedzy i poglądów autora i nie może być inaczej interpretowany. W szczególności tekst ten nie może być łączony z funkcją pełnioną przez autora.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama