Reklama

Urzędniku, ukarz się sam

Publikacja: 06.02.2003 09:08

Naszemu superdokładnemu i superrzetelnemu Ministerstwu Finansów znowu coś nie wyszło. Tym razem urzędnicy resortu pomylili się w broszurze dołączanej do PIT-ów. Poszło o ulgi edukacyjne - urzędnikom pomyliły się rozporządzenia.

To, że Ministerstwo Finansów ma ciągoty do popełniania kolejnych błędów, nie jest niczym nowym. W końcu urzędnik też człowiek i nie zawsze jest w stanie spamiętać wszystkie przepisy wymyślane przez kolegów z innych departamentów, a przecież wiadomo, że posłowie też dokładają swoje. Tymczasem od ludzi, którzy zadają pytania w stylu "Gdzie się podziały pieniądze z deficytu budżetowego?", za wiele wymagać się nie da.

Mało tego - prawie nikogo nie dziwi, że resort finansów odwołał w mediach te bzdury, które jego urzędnicy powypisywali w broszurze, a na zakończenie dodał łaskawie, że nie będzie karał podatników za własne błędy.

Dziwi mnie, że resort, który popełnił błąd, nawet nie pofatygował się, by wydelegować urzędnika, który powie podatnikom zwykłe "przepraszam". W urzędzie, gdzie pracują dziesiątki tysięcy ludzi, chyba jest ktoś, kto nauczył się tego słowa i umie je poprawnie wyartykułować. Choćby w internetowym radiu Ministerstwa Finansów, które - tak, za twoje pieniądze podatniku - uruchomiono w resorcie.

Szczerze mówiąc, obejdzie się bez słowa "przepraszam". Tylko dlaczego podatnik ma wykonywać teraz dwa razy tę samą robotę i składać nowe, poprawione zeznanie? Urzędnicy fiskusa stwierdzili bowiem, że nieważne, co było w broszurze, podatek musi być w "należnej wysokości"? Innymi słowy - nie ma znaczenia, jakie bzdury wypisujemy i jakie byki z tego powodu znajdują się w zeznaniu podatkowym, bo kasa ma płynąć szerokim strumieniem. Poza tym budżet ma swoje potrzeby, a z kar, nakładanych na podatników, wypłaca się premie urzędnikom.

Reklama
Reklama

Tak naprawdę, mało mnie obchodzą potrzeby budżetu. Jeśli Ministerstwo Finansów coś popsuło, to niech Ministerstwo Finansów poniesie konsekwencje. I nie mówię tutaj o wyrzuceniu jednego czy dwóch urzędników, ale o odpowiedzialności całego urzędu.

O czymś takim nie ma mowy w przepisach. A przydałoby się dodać do Ordynacji podatkowej artykuł, który jasno stwierdza, że jeśli z winy urzędu podatnik niezgodnie z prawem wypełni swoje zeznanie i na tym zyska, to zarobek powinien zostać w kieszeni obywatela. I tyle.

Skończyłaby się wtedy łaskawość fiskusa, który czasem nie karze. Skończyłoby się sugerowanie podatnikom, że są złodziejami i oszustami. A że wtedy w budżecie mogłoby zabraknąć pieniędzy? No cóż, może aktualnie rządzący zwolennicy państwa bardziej socjalnego mogliby udowodnić czynem, że ich przekonania są prawdziwe, a nie wynikają z politycznego cynizmu, i zrzec się swoich pensji.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama