Zdaniem analityków, inflacja w styczniu wyniesie 0,5-0,6% rok do roku. W grudniu ub.r. było to 0,8%. - Trudno, żeby było inaczej. Przed majem, czerwcem nie wzrośnie ona powyżej 1% - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK. Zgodnie z szacunkami Grzegorza Kołodki, za kilka miesięcy wskaźnik wzrostu cen będzie się wahał w granicach 1-1,2%.
Wicepremier uważa, że przy tak niskiej inflacji stopy procentowe są zdecydowanie zbyt wysokie. Wczoraj powtórzył, że potrzebna jest ich znacząca obniżka. Jego zdaniem, redukcja może wynieść nawet 3 punkty procentowe. - Nie mam najmniejszych wątpliwości, mówię to jako niezależny ekonomista, że w polskich realiach jest miejsce na obniżenie stóp aż o trzy punkty procentowe, jak również nie mam wątpliwości, że niezależny bank centralny tego nie uczyni - powiedział.
Według ministra, różnica między wielkością stóp a inflacją, wynosząca obecnie 6 punktów procentowych, jest zabójcza dla gospodarki. Przede wszystkim sprawia, że złoty jest nadwartościowy, co z kolei szkodzi eksportowi. - Ożywienie eksportu, które miało miejsce w drugim półroczu 2002 r., nie będzie trwać nadal, jeśli nie będzie konkurencyjnego kursu. Sposobem na to byłoby radykalne obniżenie stóp procentowych - stwierdził.
Ekonomiści z rezerwą podchodzą do tych postulatów. - Obniżka o 300 punktów bazowych to przesada. Trzeba pamiętać o tym, że dzisiejsze decyzje w polityce monetarnej mają wpływ na inflację dopiero za kilka miesięcy. Rada powinna się teraz martwić tym, żeby utrzymać ją na niskim poziomie i nie dopuścić do wzrostu oczekiwań inflacyjnych w przyszłości - uważa Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.
Według G. Kołodki, w styczniu bezrobocie wzrosło - na koniec ubiegłego miesiąca bez pracy było 18,2% czynnych zawodowo Polaków. W grudniu było to 18,1%. Minister finansów dodał jednak, że zbliżamy się do momentu, od kiedy wskaźnik ten zacznie spadać.