Na najniższym poziomie od kwietnia 1997 roku zakończył sesję indeks Dow Jones Euro Stoxx, pokazujący koniunkturę na europejskim rynku akcji. Spadek indeksu DJES do 2130 pkt stwarza też duże trudności z wyznaczeniem kolejnego wsparcia, na którym można by oczekiwać zwiększonego popytu na akcje. To wydaje się przechylać szalę na korzyść niedźwiedzi w walce o utrzymanie zeszłorocznych dołków, jaka wciąż toczy się na wykresach niektórych indeksów. Spośród najważniejszych krajowych indeksów europejskich poniżej zeszłorocznego minimum najwcześniej znalazł się FT-SE 100. Poprawa koniunktury na giełdzie londyńskiej na przełomie stycznia i lutego była zapewne ruchem powrotnym do tej bariery. Na trochę innym etapie znajduje się bessa na giełdzie we Frankfurcie. Indeks DAX dołek z 9 października zeszłego roku sforsował dopiero na sesji piątkowej. Jedynie paryski CAC-40 wciąż pozostaje ponad poziomem 2655 pkt.

Konsekwentnie tracą na wartości również indeksy amerykańskie. W piątek średnia przemysłowa Dow Jones wybiła się z trendu bocznego w dół. Kilkudniową konsolidację można interpretować jako formację flagi, która zgodnie z teorią występuje w połowie silnego ruchu cen. Z takiej interpretacji wykresu wynika spadek indeksu skupiającego największe amerykańskie firmy do 7,2 tys. punktów. Ta wartość niemal dokładnie odpowiada poziomowi, na którym znajduje się zeszłoroczny dołek (7,3 tys. pkt). Być może fakt, że wskaźnik porusza się od lipca zeszłego roku w trendzie bocznym nie uzasadnia traktowania ostatniej konsolidacji jako flagi. Nie zmienia to w gruncie rzeczy wymowy wykresu - spadek do zeszłorocznego minimum i tak jest bardzo prawdopodobny.

Wszelkie próby wzrostu bardzo szybko powstrzymywane są na rynku spółek reprezentujących zaawansowane technologie. W piątek na wykresie Nasdaq Composite ukształtowała się kolejna wysoka czarna świeca, a zamknięcie indeksu było najniższe od połowy października zeszłego roku. Również w tym wypadku spadek do jesiennego dołka (1114 pkt) wydaje się przesądzony.