Przebieg wczorajszej sesji przyjął dobrze znany większości schemat. Po pozytywnym zachowaniu giełd amerykańskich rodzimy rynek otworzył się niewielkim oknem hossy. Wzrosty utrzymały się zaledwie przez kilkanaście minut, po czym indeks systematycznie zniżkował przez pozostałą część sesji. Wczorajsze notowania nie wprowadziły żadnych poważniejszych zmian - rynek nadal pozostaje w swoistym impasie, a inwestorzy są coraz bardziej zdezorientowani i niezdecydowani, o czym świadczą żenująco niskie obroty. Z jednej strony brakuje jeszcze kilkudziesięciopunktowej fali spadkowej, wypełniającej formację podwójnego szczytu, co skutecznie odstrasza przed poważniejszym angażowaniem się w akcje. Z drugiej strony indeks WIG20 "podtrzymywany" jest w okolicy psychologicznej bariery 1100 pkt, stwarzając złudzenie kształtowania się lokalnego minimum. W wyniku tego mamy za sobą niezbyt ciekawy okres mniejszej zmienności indeksu oraz niższych obrotów. Stan taki może utrzymać się do momentu rozwiązania jednego z dwóch najważniejszych czynników niepewności. Pierwszym z nich wciąż jest kwestia wojny z Irakiem. Mimo iż rynek nie ma raczej wątpliwości, że dojdzie do konfliktu, to jednak coraz większe różnice zdań w samym NATO niekorzystnie wpływają na zachowanie giełd. Drugi czynnik to zbliżający się okres publikacji wyników. Ekonomiści ogłosili już koniec recesji, dzięki czemu indeksy wzrosły jesienią, niemniej jednak nie widać jeszcze tej poprawy w samych spółkach - o czym mogą świadczyć chociażby znane już wyniki niektórych banków.
Technicznie rynek od połowy stycznia znajduje się w trendzie spadkowym i najbliższe wsparcie przebiega w okolicy 1050 pkt - taki też jest zasięg spadków wynikający z formacji podwójnego szczytu. Strefy podażowe zlokalizować można na poziomach 1125 pkt (testowana wczoraj średnia krocząca z 15 sesji) oraz 1140 pkt (wyznaczone przez ostatnie okno bessy). Mimo iż w krótkim terminie rynek jest wyprzedany, to jednak docelowo spadek do wysokości 1050 pkt chyba jest nieunikniony.