Reklama

Belka: Pobudzanie popytu ważniejsze od ograniczania deficytu

Warszawa, 18.02.2003 (ISB) - Polityka makroekonomiczna powinna skupić się na konwergencji realnej, a nie nominalnej, nawet za cenę zwiększenia deficytu budżetowego, powiedział w wywiadzie dla agencji ISB były wicepremier i minister finansów Marek Belka. Mogłoby to doprowadzić do pobudzenia popytu - podstawy wejścia przez polską gospodarkę na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego.

Publikacja: 18.02.2003 12:25

"W Polsce cała polityka makroekonomiczna koncentrująca się na spełnianiu wymogów konwergencji nominalnej, a zarzucająca konwergencję realną, jest błędna. Najważniejsze jest zamykanie luki cywilizacyjnej, czyli konwergencja realna" - powiedział w wywiadzie dla ISB Marek Belka, doradca banku JP Morgan.

Natomiast głównym celem zarówno Ministerstwa Finansów, jak i Narodowego Banku Polskiego (NBP) jest właśnie jak najszybsze, bo już w 2005 roku, spełnienie kryteriów konwergencji nominalnej z Maastricht, tak aby możliwe było przyjęcie euro w 2007 roku. Oznacza to przede wszystkim ostre działania w zakresie obniżania poziomu deficytu budżetowego, co ogranicza popyt, a więc rozwój gospodarczy, uważa Belka, obecnie doradca ds. inwestycji w Europie Środkowej i Wschodniej w banku inwestycyjnym JP Morgan.

"Ja oczywiście nie jestem zadowolony z tego, że deficyt budżetowy wynosi w Polsce 4,5% PKB według miar unijnych.(...) Ale deficyt ekonomiczny na Węgrzech wynosi około 10%, a w Czechach 8-9%. Czy uważa się, że te dwa kraje znajdują się przed katastrofą, stoją przed kryzysem walutowym? Warto odpowiedzieć sobie na te pytania" - powiedział Belka.

Belka wskazuje przede wszystkim na konieczność zwiększenia wydatków pro-rozwojowych. Obecna struktura wydatków budżetowych jest zła, gdyż zbyt niski jest w niej poziom pozycji inwestycyjnych i modernizujących gospodarkę, a zbyt wysoki wydatków socjalnych, czyli tzw. sztywnych.

Z budżetu na rok 2003 wynika, że wydatki sztywne stanowią przeszło 67,8% i rosną z roku na rok.

Reklama
Reklama

Zdaniem Belki, tak duży deficyt budżetowy, który zgodnie z ustawą budżetową na rok 2003 ma wynieść 4,9% PKB, jest szkodliwy, ale "trzeba z niego wyrastać w sposób naturalny, a nie sztuczny, tnąc wydatki i pozbawiając się środków na cele rozwojowe, jak to miało miejsce w ostatnich latach".

Rząd powinien więc rozważyć przejściowe zwiększenie deficytu, pobudzając popyt wewnętrzny, a tym samym rozwój gospodarczy.

"Jak nie można produkcji sprzedać, to się nie inwestuje, gospodarka się nie rozwija. Brak popytu, my zapomnieliśmy, że jest coś takiego jak popyt. (...) A przecież produkcja w krótkim okresie zależy od popytu, PKB zależy od popytu, tworzenie miejsc pracy potrzebuje popytu" - wymienił Belka.

OD LAT ZŁA POLITYKA EKONOMICZNA

"Wszystkie problemy polskiej gospodarki zależą od czynników wewnętrznych, są chowu naszego, a nie przyszły z zewnątrz" - powiedział także Belka.

Inwestycje, zdaniem Belki, mogłyby być znacznie wyższe, ale napotykają wiele barier, m.in. korupcję i złe prawo.

Reklama
Reklama

Słaba koniunktura i popyt to również wynik wyjątkowo złej polityki makroekonomicznej, zarówno fiskalnej, jak i pieniężnej.

"Jeżeli wzrost gospodarczy spadł od razu z 5,0% do 1,0%, to oznacza, że mieliśmy bardzo złą politykę makroekonomiczną. (...) Polityka pieniężna jest jednym z głównych źródeł naszych problemów, ale jest to także polityka fiskalna" - dodał.

Jednym z działań, które stworzyłoby poważny impuls dla polskiej gospodarki, byłoby obniżenie podatków, nawet za cenę większego deficytu budżetowego przez kolejne dwa, trzy lata.

"Być może potrzebne jest obniżenie podatków, a nie tylko zmiany podatkowe neutralne budżetowo"- powiedział Belka. "Ale to jest obecnie politycznie niemożliwe" - dodał.

Resort finansów kierowany przez Markę Belkę pracował nad reformą finansów m.in. upraszczającą system podatkowy, która miałaby być neutralna dla wpływów budżetowych. Jednak na razie słuch po niej zaginął.

ZA WCZEŚNIE MÓWIĆ O TRWAŁYM OŻYWIENIU

Reklama
Reklama

"Jestem dość ostrożny w optymizmie. Dopiero dwa pierwsze kwartały 2003 roku pokażą, czy mamy ożywienie gospodarcze, na co wskazują dane statystyczne, czy jest to tylko iluzja statystyczna" - powiedział Belka.

Rząd optymistycznie szacuje, że wzrost gospodarczy przyspieszy w 2003 roku do 3,5% z około 1,2% w 2002 roku. Minister finansów Grzegorz Kołodko szacuje, że wzrost gospodarczy w I kw. 2003 roku wyniesie 2,5% wobec około 2,0% w IV kw. 2002 r.

"Jestem wciąż pod wrażeniem złych wyników za trzeci kwartał 2002 roku. To polepszenie powodowane było tylko eksportem" - powiedział Belka. "Wszystko będzie zależeć od dynamiki z kwartału na kwartał" - dodał.

Wzrost gospodarczy w trzecim kwartale wyniósł 1,6% wobec 0,8% w drugim.

"Dane statystyczne nie mówią na razie, że Polska gospodarka weszła w sposób trwały na ścieżkę przyspieszającego wzrostu gospodarczego. Źródła wzrostu mogą być bowiem nietrwałe, a zagrożeń wciąż jest wiele" - podsumował Belka. (ISB)

Reklama
Reklama

Karolina Słowikowska, Przemysław Kuk

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama