Jeśli nie ufam lekarzowi, bo wiem, że się nie zna, to pójdę do pani Marii wyleczyć żylaki. Ale przede wszystkim chcę mieć wybór.
Jacek Socha: Pan Marek Wierzbowski wyraźnie powiedział, jak ktoś może działać, jeśli chce zarządzać czyimś rachunkiem bez licencji. Do tego wystarczy mieć pełnomocnictwo. I taka jest możliwość działania, ale gwarantuję, że prędzej czy później skończy się to w sądzie. My tutaj dyskutujemy o zorganizowanym rynku. Na nim też, oczywiście, zdarzają się maklerzy czy nawet doradcy, którzy są nieuczciwi, ale liczba przestępstw jest znikoma w stosunku do liczby transakcji.
Grzegorz Zalewski: Chyba się trochę rozmijamy, jeśli chodzi o pewien wątek. Ja jestem potencjalnie zainteresowany prowadzeniem swojej firmy zarządzającej pieniędzmi, ale nie chcę wchodzić w struktury wielkiej instytucji. Problem jest w kosztach uruchomienia takiej działalności. W Polsce praktycznie nie ma segmentu małych i średnich firm zarządzających, których działalność byłaby ograniczona jak w Stanach Zjednoczonych np. do 20 osób czy 200 tys. dolarów.
Marek Wierzbowski: Nasz rynek powstał i rozwinął się m.in. dzięki dość ścisłej ochronie praw inwestorów. Oczywiście, na pewnym etapie rozwoju liberalizacja może pomóc, ale trzeba zastanowić się, jak daleko ta liberalizacja może się posunąć. Zupełna rezygnacja z licencji jest niemożliwa, bo natychmiast pojawiłoby się stado oszustów, którzy zaczęliby wyprowadzać z rynku pieniądze. Jeśli ktoś na świecie wykonuje działalność doradczą, to jest to działalność licencjonowana i monitorowana. Można jednak zastanowić się, jak osobie, która dopiero wchodzi na rynek, ułatwić start, tak żeby mogło tę działalność na przykład wykonywać w domu, a jednocześnie, żeby pieniądze klientów były bezpieczne.
Krzysztof Grabowski: Z przebiegu dyskusji można by wnioskować, że jesteśmy przeciw liberalizacji. Nie jest to prawda. Jesteśmy tylko przeciw puszczeniu tego na żywioł, bo to jest groźne, niebezpieczne. Nie chodzi przecież o to, żeby dokonać liberalizacji dla liberalizacji, tylko żeby poprawić dostępność usług finansowych.
Grzegorz Zalewski: Padło tutaj stwierdzenie, że nie wiadomo, czy znajdą się na rynku klienci. Otóż, ja mam takich klientów powiedzmy, że na łączną kwotę 1 mln zł. Taką kwotę ludzie są mi w stanie powierzyć. Ja nie zaryzykuję dla tych pieniędzy 2 mln zł, bo tyle będzie mnie kosztowało uruchomienie działalności. Wyobrażam sobie, że rozwój takiej działalności mógłby wyglądać tak: biorę od ludzi nie więcej niż po 100 czy 200 tys. zł, właśnie ze względu na gwarancje bezpieczeństwa, i dopiero jak okażę się skuteczny, biorę większe kwoty. Jednocześnie bardzo chętnie godzę się na nadzór KPWiG.
Krzysztof Grabowski: Mówi Pan, że nie zaryzykuje swoich 2 mln, żeby wziąć od kogoś 1 milion. A czy będzie Pan w stanie dać 1 milion komuś, kto w razie straty może oddać tylko 10 tys. zł?
Grzegorz Zalewski: Jest kilka osób, którym zaryzykowałby powierzenie takich pieniędzy.
Raimondo Eggink: Operujemy pewnymi mitami. Pan Grzegorz mówi, że ma klientów na 1 mln zł. Tymczasem koszty są olbrzymie i to nie dlatego, że są jakieś opłaty, tylko dlatego, że taki jest rynek. Ile Pan zarobi na tym 1 mln zł?
Grzegorz Zalewski: Powiedzmy, że 100% w ciągu roku.
Maria Dobrowolska: Pan przewidział w swoim biznesplanie tylko wersję optymistyczną. To znaczy, bierze Pan 1 mln zł w zarządzanie i zarabia 100%. A co się stanie, jeśli ten scenariusz się nie powiedzie? Jeśli nie osiągnie Pan zysku, tylko poniesie straty. Jak Pan zrekompensuje stratę swoim klientom? Jak klienci będą dochodzić swoich roszczeń?
Grzegorz Zalewski: Umawiając się z klientem na prowadzenie portfela, określam również co się dzieje, kiedy portfel tarci na wartości. Jeśli umawiam się z klientem, że przy 40-proc. stracie kończymy biznes i on ten warunek świadomie akceptuje, to jest to w porządku.
Maria Dobrowolska: To jest Dziki Zachód!
Proszę powiedzieć, a czy jak oddam pieniądze w zarządzanie licencjonowanej firmie i ona straci 50%, to ja te pieniądze odzyskam?
Maria Dobrowolska: Jeśli Pan udowodni, że wina była po stronie firmy, to dostanie Pan pieniądze z powrotem.
Marek Wierzbowski: Takie sprawy już się zdarzały i to wygrane przez klientów. Jak firmy zobaczyły argumentację, to pękły i płaciły.
Mirosław Panek: Słuchając dyskusji, dochodzę do wniosku, że jedną z jej przyczyn jest kurczący się rynek pracy. Teraz w naszej firmie mamy 10 razy więcej aktywów i o połowę mniej pracowników niż 4 lata temu, gdy do niej przychodziłem. I to jest trend, który trwa. Problemem nie jest zatem ilość alternatyw inwestycyjnych dla klientów, tylko grono ludzi bez pracy, którzy stracili ją nie dlatego, że byli słabi, ale dlatego, że ktoś w szerokim świecie podjął decyzję o cięciu kosztów.
Jacek Socha: Żeby nie było wątpliwości, przypomnę, że zarządzanie pieniędzmi wymaga w tej chwili kapitału na poziomie 4 mln zł i ten wymóg w nowej ustawie zostanie zachowany. Żeby jako dom maklerski dostać licencję na doradztwo w zakresie publicznego obrotu, potrzeba tylko 250 tys. zł. Nie ma możliwości, żeby to robiła osoba fizyczna.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Polscy maklerzy i doradcy zaraz po otrzymaniu licencji zostali rzuceni na głęboką wodę. Praktycznie nie było takiej ścieżki kariery: od prywatnego inwestowania, poprzez małą firmę, do domu maklerskiego. I obecne regulacje w dalszym ciągu taką drogę kariery zamykają.
Maria Dobrowolska: Podobnie jak Pan, żałuję, że to nie przebiegało w ten sposób, ale historia naszego rynku liczy sobie 12, a nie 100 lat. Po prostu nie było na to czasu. Były zresztą wcześniej możliwości tworzenia biur maklerskich przez osoby fizyczne pod postacią np. spółki cywilnej, ale te rozwiązania zostały z rynku wyparte. Te biura zostały przejęte, ale przekształciły się w inne formy organizacyjne, głównie ze względu na ryzyko.
Kieruję pytanie do osób, które próbują samodzielnie działać na rynku. Zakładając, że możliwa byłaby liberalizacja, to jaki musiałby być jej zakres, żeby można było się utrzymać z rynku?
Kamil Jaros: Przede wszystkim chciałbym odnieść się do podkreślanej wielokrotnie kapitałochłonności zarządzania. Mnie się wydaje, że choćby poprzez specjalizację, koszty te można znacznie ograniczyć. Moja strategia pozwala wykluczyć z obserwacji większość notowanych na giełdzie dwustu kili ponosił z tego tytułu jakiekolwiek koszty. Uważam, że dobrym rozwiązaniem byłoby to, o czym wspominał Grzegorz, czyli zarządzanie pieniędzmi do określonej kwoty, np. 1 mln zł. To funkcjonuje w tej chwili w szarej strefie. Zarządza się pieniędzmi na podstawie wspomnianych już pełnomocnictw czy różnego rodzaju pożyczek.
Raimondo Eggink: Ale 1 mln zł to jest nic. To jest zarządzanie portfelem cioci.
Grzegorz Zalewski: W porządku. Chcielibyśmy tylko, żeby to zostało usankcjonowane, żebym mógł założyć firmę Zalewski & Ciocia i zarządzać pieniędzmi.
Raimondo Eggink: To proszę wziąć tych, którzy chcą Panu dać pieniądze, do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i grać kapitałem na giełdzie.
Grzegorz Zalewski: Za duże koszty.
Raimondo Eggink: Ale wszędzie są koszty. Jeśli osoba fizyczna prowadzi działalność, to też ma koszty. Myślenie kosztuje.
Mirosław Panek: Spróbujmy to policzyć. Ile od tego 1 mln zł możemy wziąć opłaty? 2 góra 3%. To jest 20-30 tys. zł rocznie. Czy to wystarczy choćby na opłacenie różnych rachunków i druków?
Raimondo Eggink: Sam terminal Reutersa kosztuje więcej!
Artur Dembny: Nim przeniosłem się do sektora energetycznego, miałem okazję pracować na rynku kapitałowym. Może w Warszawie tego nie widać, ale na prowincji jest dostrzegalne ubożenie społeczeństwa. Duże pieniądze koncentrują się w rękach wąskiej grupy osób i te osoby korzystać będą z usług dużych instytucji. Ale część ludzi nie jest stanie przeskoczyć wymagań kapitałowych, stawianych przez assety, a chciałaby być na rynku. Być może część z nich nie chce skorzystać z usług funduszy inwestycyjnych. Czy Komisja ma jakiś pomysł na zagospodarowanie tych klientów?
Jacek Socha: Odnoszę wrażenie, że to jest kolejne podejście do tego samego tematu. Użył Pan takiego deterministycznego stwierdzenia: "Nie chcą skorzystać z usług funduszy" A ja zapytam dlaczego?
Artur Dembny: Powód tak naprawdę nie ma znaczenia, to jest święte prawo rynku. Powiedzmy, że mu się firma nie podoba.
Obracamy się cały czas wokół zarządzania pieniędzmi. Mnie nurtuje pytanie, związane z rekomendacjami. Dlaczego można wydawać rekomendacje, nie pobierając za to opłaty, i to nie narusza niczyich interesów, natomiast zabronione jest wydawanie płatnych rekomendacji bez licencji?
Krzysztof Grabowski: Jeśli Pan chce rozdawać rekomendacje to proszę bardzo, ale jeśli Pan chce za to brać pieniądze, czyli po prostu sprzedawać towar, to musi Pan ponosić jakąś odpowiedzialność.
Kamil Jaros: A czy mogę zarządzać na podstawie pełnomocnictw na wielu rachunkach?
Krzysztof Grabowski: Za darmo? Tak.
Raimondo Eggink: Kiedy idziemy ulicą i ktoś wciska nam jakiś produkt, to wiemy, że nie możemy się po tym produkcie wiele spodziewać. Jak za coś płacimy, to już mamy prawo czegoś wymagać.
Marek Wierzbowski: Te najtańsze produkty musiałyby być skierowane do inwestorów mających najmniejsze kapitały, najbardziej naiwnych. Z tego co wiem, to na całym świecie właśnie ta grupa jest najsilniej chroniona. To właśnie m.in. dlatego, żeby założyć bank, trzeba spełnić tak wiele warunków. Przecież gdybyśmy zdecydowali się na pełną liberalizację, to zaraz mielibyśmy grono oszukanych, którzy domagaliby się rekompensaty od państwa.
Maria Dobrowolska: Do wejścia do Unii zostało trochę ponad rok. Kiedy do niej wejdziemy, będziemy musieli przyjąć regulacje, zgodnie z którymi usługi zarządzania są koncesjonowane. Nawet jeśli zdecydowalibyśmy się na proponowaną liberalizację, to zmiana ustawy zabrała co najmniej 6 miesięcy. Zatem na działanie mielibyście Panowie ok. 6 miesięcy.
Kończąc naszą dyskusję, chciałbym prosić Pana Jacka Sochę o krótką odpowiedź na pytanie, jak będą wyglądały regulacje prawne po wejściu do Unii Europejskiej. Czy zostanie utrzymany ich dotychczasowy poziom, czy też możemy liczyć na bardziej liberalne podejście?
Jacek Socha: Usługi finansowe są w Unii Europejskiej koncesjonowane. Tutaj nic nie możemy