Do godziny 13.00 kwietniowe kontrakty terminowe na ropę Brent wzrosły o 60 centów do 33,67 dolara.
"Niski poziom zapasów oraz obawy przed wojną doprowadziły do tak znacznego wzrostu cen. Mróz w USA utrzymuje się dłużej niż wcześniej oczekiwano, a zapasy są już i tak dość niskie" - powiedział jeden z dealerów.
Rynek nie zareagował na wypowiedź sekretarza generalnego OPEC, Alvaro Silvy, który zapowiedział, że w przypadku zakłóceń w dostawach ropy podczas ewentualnej wojny w Iraku kartel zwiększy podaż na rynku, a kraje uprzemysłowione nie będą musiały uruchamiać swoich rezerw strategicznych.
"OPEC już od ponad 10 lat ma do czynienia ze sprawą Iraku. Będziemy starali się zaradzić zaistniałej sytuacji zgodnie z naszym zadaniem by stabilizować rynek" - powiedział Silva podczas konferencji prasowej w siedzibie OPEC w Wiedniu.
Jednak uwaga rynku skupiła się przede wszystkim na opublikowanych w środę danych o zapasach w USA. Jak podała Agencja Informacji Energetycznej (EIA) zapasy ropy spadły w ubiegłym tygodniu o jeden milion baryłek z powodu mrozu na północnym wschodzie USA.