"Nie opłaca się teraz skupować walut na rynku. Przy obecnym systemie księgowania w banku centralnym, zakup walut w NBP uwolniłby część rezerwy rewaluacyjnej, zwiększając jednocześnie zysk banku centralnego, który wpłynąłby do budżetu w 2004 roku. Szczególnie, że złoty jest już słabszy" - powiedział Jacek Wiśniewski, ekonomista Banku Pekao SA.
"W obecnych warunkach rynkowych można uznać, że szansa, iż ministerstwo przeprowadzi tę operację, zmalała. Jednak trudno jest w tym wszystkim odnaleźć czystą logikę, więc wszystko jest możliwe" - powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.
Obecny kurs złotego jest znacznie słabszy niż pod koniec 2002 roku, gdy formułowane były plany resortu. Odchylenie od starego parytetu wynosi teraz ok. 2,5% wobec nawet ok. 9,0% jeszcze klika miesięcy temu. Sam minister finansów Grzegorz Kołodko powiedział w zeszłym tygodniu, że wartość polskiej waluty jest już "satysfakcjonująca".
"Minister musi teraz rozważyć, co się bardziej opłaca - większy zysk NBP do budżetu w napiętym roku 2004, czy ewentualnie jeszcze lekko słabszy złoty" - dodał Wiśniewski.
Ekonomista zwraca też uwagę, że resort chciałby osłabienia głównie wobec euro, a na spłatę długu zagranicznego potrzebna jest waluta amerykańska.