Wybuch wojny nie wpłynął znacząco na techniczny obraz rynku. Zachowywał się on na wczorajszej sesji względnie spokojnie, gdyż inwestorzy przyjęli strategię wyczekiwania i ani popyt ani podaż nie były w stanie uzyskać znaczącej przewagi. Taka strategia wydaje się obecnie najlepsza tym bardziej że byki w bieżącym tygodniu wypadły, delikatnie mówiąc, słabo, chociaż zauważalna jest poprawa struktury obrotów, które tym razem rosną zdecydowanie wraz ze wzrostem indeksu WIG20. Mimo to zachowanie rezerwy przed hurraoptymistycznym kupowaniem nakazuje układ świec oraz fakt, że byki w dalszym ciągu pozostają bezsilne, jeżeli chodzi o pokonanie średniej kroczącej z 45 sesji (1116 pkt). Średnia ta testowana była aż pięciokrotnie w ciągu ostatnich sześciu sesji i za każdym razem niemoc byków znajdowała odzwierciedlenie w górnych cieniach świec. Warto w chwili obecnej obserwować dwa wskaźniki: wskaźnik impetu oraz RSI 14. Wskaźniki te testują obecnie swoje spadkowe, 4-miesięczne linie trendu i dopóki nie zostaną one pokonane, agresywne kupowanie akcji może okazać się bardzo kosztowne.
Tak więc strategia wyczekiwania na pokonanie oporu (1116-1120 pkt) wydaje się słuszna, tym bardziej że premia za kupno akcji tuż pod oporem jest bardzo niska w stosunku do ponoszonego ryzyka, na którym dodatkowo waży kryzys na Bliskim Wschodzie. Potwierdzeniem słabości byków będzie dodatkowo zejście indeksu WIG20 poniżej średniej kroczącej z 15 sesji, tj. poniżej 1095 pkt. Dlatego też ta bariera popytowa powinna jednocześnie stanowić linię obrony, gdyż jej przełamanie może uruchomić podaż, która będzie w stanie ponownie sprowadzić indeks WIG20 do poziomu 1050 pkt. I niestety, ten pesymistyczny scenariusz wcale nie jest taki nierealny - o czym może przekonywać odwrót od akcji teleinformatycznych (ostrzegająca formacja spadającej gwiazdy), czyli akcji z sektora, który najlepiej wypadł na tle ostatnich wzrostów.