Z zapowiedzi szefa resortu infrastruktury Marka Pola wynika, że pieniądze na budowę autostrad będzie zapewniać nie jedno źródło, którym wcześniej miały być winiety, a co najmniej kilka. Środki z tych źródeł będą trafiać do tzw. Krajowego Funduszu Autostradowego, zorganizowanego na wzór istniejącego już w BGK, Krajowego Funduszu Mieszkaniowego.
Wśród źródeł finansowania prawdopodobnie znajdzie się kilkugroszowa dopłata na fundusz autostradowy, doliczana do ceny paliwa. Gdyby dopłata ta wynosiła 5 groszy, to - przy obecnym poziomie sprzedaży paliw w Polsce - do funduszu wpływałoby ok. 500 mln zł rocznie z tytułu tej dopłaty.
Kolejne prawdopodobne źródło finansowania to zwiększenie stawki podatku akcyzowego zawartego w paliwach silnikowych. Nie wiadomo tylko, czy podwyżka akcyzy i dopłata na fundusz autostradowy byłyby stosowane jednocześnie. Członkowie sejmowej Komisji Infrastruktury sugerują także, że większa niż obecnie część dochodów z akcyzy od paliw silnikowych może być przeznaczana na inwestycje drogowe. Obecnie na ten cel budżet oddaje 30% dochodów akcyzowych: 18% dostają samorządy, 12% Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Owe 12%, z których budowane są autostrady, w ubiegłym roku dało 1,7 mld zł. Gdyby zwiększono udział inwestycji drogowych w akcyzie o 6%, jak sugeruje np. poseł Andrzej Różański z Komisji Infrastruktury, do funduszu autostradowego trafiałoby dodatkowo ponad 800 mln zł.
Najbardziej kontrowersyjną propozycją jest na pewno opłata rejestracyjna, która do złudzenia przypomina winiety. Każdy właściciel samochodu miałby co roku nabywać naklejkę na szybę swojego auta. Gdyby opłata rejestracyjna miała przynosić tyle dochodu, ile nieszczęsne winiety, czyli 1,5 mld zł, musiałaby wynosić ok. 150 zł miesięcznie.
Podczas debaty nad wnioskiem o wotum nieufności Marek Pol powiedział też, że rozważana jest możliwość emisji obligacji autostradowych. Byłyby one prawdopodobnie adresowane do funduszy emerytalnych, które dysponują aktywami o wartości powyżej 30 mld zł. Sumując otrzymamy kwotę 2,8 mld zł, nie wliczając emisji obligacji i ewentualnej podwyżki akcyzy. Pozwoliłoby to niemal podwoić wydatki na drogi krajowe, które w ubiegłym roku wyniosły 3,7 mld zł.