W założeniach rządowy program "Pierwsza praca" miał zmniejszyć bezrobocie wśród polskich absolwentów. Służyć temu miały między innymi ułatwienia w zaciąganiu pożyczek na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Jednak w skali całego kraju skorzystało z takiej możliwości zaledwie 500 osób. Pomysł więc zdecydowanie nie wypalił. Dlaczego? Zdaniem Andrzeja Zdebskiego, wiceministra gospodarki odpowiedzialnego za realizację programu, odpowiedzialność za to ponosi dekoniunktura gospodarcza, która zniechęca młodych ludzi do zakładania biznesu.
Okazuje się, że prawda może być zupełnie inna. Na oficjalnej stronie programu "Pierwsza praca" absolwenci skarżą się przede wszystkim na to, że firmy nie założyli ze względu na brak środków finansowych. Pieniędzy nie mogli pożyczyć w ramach programu "Pierwsza praca", bo nie udowodnili swojej zdolności kredytowej. "Przecież w każdym banku jestem już wyeliminowany z powodu wojska. Każdy wie, że nikt nie pożyczy pieniędzy osobie, która ma przed sobą służbę wojskową" - napisał na stronie programu "Pierwsza praca" internauta Dino. Wtóruje mu Błażej. - Te pożyczki zawsze są zabezpieczane. Jak nie masz rodziców, którzy mają czyste konto w urzędzie skarbowym lub kumpli z majątkiem pod zastaw, to o pożyczce możesz tylko pomarzyć. Moje doświadczenia zebrałem na podstawie wizyt w kilkunastu bankach.
Minister Zdebski zapowiedział, że wkrótce do programu "Pierwsza praca" zostaną wprowadzone zmiany. Nie ma jednak szans na to, aby wyeliminować problem braku zdolności kredytowej wśród absolwentów. - Niestety, takie jest prawo bankowe i nic nie poradzimy na ten problem - powiedział nam A. Zdebski.
Natomiast wspomniane korekty mają dotyczyć między innymi uruchomienia tzw. inkubatorów przedsiębiorczości, w ramach których nowo zakładane firmy przez absolwentów mają przetrwać pierwszy, najtrudniejszy rok działalności. Na realizację programu resort gospodarki i pracy wydał ok. 800 mln zł.
Najbardziej popularne staże