Wtorkowa sesja na rynku kontraktów terminowych na WIG20 przyniosła bardzo małe zmiany. Różnica między maksimum a minimum sesji wyniosła zaledwie 11 pkt, co dobrze odzwierciedla nastroje na rynku, jakie powoduje długo trwający trend boczny.

Już początek sesji wskazywał na to, iż inwestorzy, którzy zakładali na poniedziałkowej sesji, że rynek wreszcie się wybił i rozpocznie silniejszy ruch w dół, będą zawiedzeni. Dość silny początek notowań w Eurolandzie spowodował ruch w górę, również na rodzimym rynku terminowym. Nie został on jednak zupełnie potwierdzony zachowaniem instrumentu bazowego, który co prawda rósł, ale przy bardzo niskich obrotach.

Niestety, dalsza część sesji na GPW przypominała już schemat, znany z ostatnich czasów i tak boleśnie odczuwany przez inwestorów na rynku terminowym, a więc marazm i kompletny zanik aktywności. Pozostaje mieć nadzieję, że taka sytuacja nie będzie trwała długo, chociaż należy pamiętać, że trend boczny utrzymywał się przez kilka miesięcy już w ubiegłym roku i nie ma, niestety, żadnej gwarancji, że taka sytuacja nie powtórzy się po raz kolejny.

Dotychczasowa przecena została zatrzymana w okolicach linii trendu wzrostowego, łączącej dołki z lutego i marca. Linia ta znajduje się na poziomie 1094 pkt. Przebicie tej bariery powinno doprowadzić do spadku przynajmniej do 1070 pkt. Alternatywnym scenariuszem jest dalsza konsolidacja w okolicach 1100 pkt i kolejny ruch wzrostowy w kierunku górnego ograniczenia dwumiesięcznej konsolidacji. Próba prognozowania rynku, na którym aktywność jest śladowa, jest bardzo ryzykowne i właściwie mija się z celem.