Ucieczka do przodu w polityce może oznaczać ucieczkę do tyłu w gospodarce. Tak rozwija się sytuacja w Polsce.

Co znaczy dla gospodarki telewizyjny obrazek pojednania na górze, wraz z zapowiedzią skrócenia kadencji Sejmu i wyznaczenia daty nowych wyborów na czerwiec 2004 roku? Wyznaczenie daty to tyle, co odtrąbienie początku kampanii wyborczej. A klimat wyborczy sprzyja raczej znachorom niż lekarzom. Nie jest to dobry czas dla reform i naprawy gospodarki. Obawiam się, że pod tym względem gabinet Millera skończył, zanim zaczął.

Finanse publiczne i restrukturyzacja gospodarki to dwie dziedziny koniecznych działań, bezpośrednio zagrożone przez ucieczkę do wyborów. Obecnie mniej istotne staje się rozstrzyganie sporu, kto ma rację - minister Kołodko czy minister Hausner. Istotne jest pytanie o polityczną wolę i zdolność przeprowadzenia jakiejkolwiek reformy. Patrząc "politycznie" łatwo zauważyć, że plan Hausnera jest wygodniejszy dla rządzących. Podtrzymuje waloryzację płac w budżetówce, nie dotyka KRUS, przyzwala na większy deficyt budżetowy. Jest też ciekawszą ofertą dla przedsiębiorczości. Ale nie rozwiązuje problemu finansów publicznych. To zaś będzie ciążyło coraz bardziej nad gospodarką, przede wszystkim nad możliwością radykalnego obniżenia podatków i ceną pieniądza. Szansa na lewicowe manewry po stronie wydatków budżetowych maleje, skoro właśnie względy ubiegłorocznej kampanii samorządowej spowodowały psucie budżetu 2003. Bardziej prawdopodobny wydaje mi się scenariusz zaniechania i tym samym zasadniczego pogorszenia pozycji wyjściowej budżetu w roku debiutu w Unii Europejskiej. Będę mile zdziwiony, jeśli rząd podejmie ryzyko cięcia wydatków sztywnych i tym samym zmniejszy ryzyko braku wydolności budżetowej w pierwszym okresie członkostwa. Byłby to śmiały wybór, gdy partyjne doły naciskają na robienie prezentów przedwyborczych dla elektoratu.

Podobnie jest w drugiej dziedzinie zaniechania - prywatyzacji i zmian strukturalnych. Zahamowane w latach 2002-2003 r., zwiastują kłopoty na wspólnym rynku europejskim, zwłaszcza jeśli dotrzymany zostanie unijny kalendarz liberalizacji. PKP oraz gazownictwo i elektroenergetyka to są potencjalne ofiary konkurencyjnego opóźnienia. Tu także będę mile zdziwiony, jeśli minister Czyżewski podejmie ryzyko szybkich decyzji. Bardziej prawdopodobny jest, niestety, scenariusz ucieczki od wszystkiego, co trudne i niepopularne, w związku z polityczną ucieczką do przodu...