Bagdad udało się zdobyć nadspodziewanie łatwo. Jednego bandyty u władzy mniej. Bez względu na to, jakie interesy załatwiają Amerykanie, gorliwość Irakijczyków w burzeniu symbolów reżimu pokazuje, że gra warta była świeczki. Dla nas to też dobra nowina. I nie chodzi tylko o tańszą ropę.
Ton komentarzy w Niemczech i Francji dotyczących wojny zmienił się radykalnie. Czyli wyszło - a przynajmniej na razie wychodzi - na nasze, a nie na tego aroganta z Pałacu Elizejskiego. Jaś Gawroński mówił w Parlamencie Europejskim, że nasze zaangażowanie w Iraku wynika z tego, że my zawsze bijemy się "za wolność naszą i waszą". Mam nadzieję, że nie tylko z tego. I że - przepraszam za cynizm - skubniemy coś z tej puli, jaka będzie przeznaczona na odbudowę Iraku. Są na to szanse. Mówi o tym otwarcie premier. Przymierza się do tego resort gospodarki. I to też jest dobra wiadomość. Dobra dla naszych przedsiębiorstw i dla nas wszystkich, bo pokazuje, że nie tylko umiemy sprawnie wymachiwać szabelką, ale i w rachunkach możemy nie być najgorsi.
Wspomniałem o Parlamencie Europejskim. Ponad 90-proc. poparcie dla naszego członkostwa w Unii to sukces. Wynegocjowane warunki akcesji są kiepskie. Ale w myśl zasady: lepszy rydz niźli nic, musimy się z tego cieszyć, co mamy. Każda decyzja przybliżająca nas do UE to dobra wiadomość. Co ważne, nasze samopoczucie mógł poprawić ton wystąpień w Parlamencie. Nawet się nie spodziewałem, że europejscy politycy mają jakieś pojęcie - a przy tym dobre zdanie - o naszej historii.
W kraju o dobre wiadomości trudniej. Może to efekt naszych narodowych przywar, które sprawiają, że narzekamy na wszystkich i wszystko? Ale i tu dostrzec można pewne pozytywne sygnały. Nie jest to dobry czas na demontaż osłabionego rozpadem koalicji rządu. W tym kontekście odrzucenie wniosku o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych raczej cieszy. Posypanie się rządu i przedterminowe wybory w tej chwili mogłoby być bardziej niebezpieczne niż używanie gumowych kul przez policję przeciwko demonstrującym nielegalnie, choć często słusznie niezadowolonym, demonstrantom.
Jest też coś, co ma bezpośredni związek z gospodarką i cieszy bodaj najbardziej. Wśród polityków dojrzewa myśl o potrzebie obniżenia podatków. Mówią o tym również związkowcy i przedsiębiorcy - rzadko przecież zgodni w poglądach na sprawy finansowe. Zdaje się, a wskazywałyby na to wypowiedzi ministra Hausnera (wkrotce szefa Rady Ministrów?), że w samym rządzie rośnie nacisk na podatkowe cięcia. Zdaje się także, że - nie wolne przecież od demagogicznych uniesień - PSL domaga się redukcji stawek. O innych, lepiej zapoznanych z mechanizmami rynkowymi, partiach opozycyjnych nie wspominając. To jest rzeczywiście coś, co może poprawić sytuację firm i nastroje konsumentów. Jak bardzo potrzebuje tego gospodarka, nikogo przekonywać nie trzeba. W ten pozytywny nurt wpisywałoby się odłożenie w czasie opodatkowania zysków giełdowych. Miejmy nadzieję, że ministrowie o tym nie zapomną. Dzięki temu i w naszym giełdowym grajdołku mogłoby choć trochę powiać optymizmem. A przecież nie ma nic równie ożywczego, także dla gospodarki i giełdy, jak odrobina optymizmu.