Od początku tygodnia koalicja zagranicznych (brytyjskich i amerykańskich?) funduszy bezustannie bombarduje podażą bycze pozycje, co wywołuje szok i przerażenie wśród polskich i węgierskich jednostek (inwestycyjnych). Próby jakichkolwiek kontrataków i gry na wzrosty okazują się jedynie atakami samobójczymi. Przewaga podaży była w ostatnich dniach zbyt wyraźna. Jedyne sukcesy, jakie można przypisać reżimowi byków, to partyzanckie metody podciągania indeksu o 7 pkt. na końcowym fixingu.

Komentarz może się wydać dość dziwny, ale równie dziwne jest ostatnie zachowanie naszego rynku. Słowa tego w określeniu giełdowej rzeczywistości używam wyjątkowo rzadko. Trochę niezrozumiałe jest dla mnie, który zagraniczny (piszę tak ze względu na analogiczne zachowanie rynku węgierskiego) fundusz z taką determinacją zamyka pozycje i dlaczego tak bardzo mu się spieszy? Na światowych giełdach od początku tygodnia mamy silne wzrosty, które nawet na słabym z reguły rynku niemieckim przekroczyły wczoraj 3%. DAX osiągnął najwyższy poziom od stycznia tego roku. U nas w tym czasie indeks, nie zwracając na to uwagi, nie może powrócić nad opór na 1130-1135 pkt. Z dużą starannością indeks reaguje na wszystkie negatywne informacje (wskaźnik ZEW, amerykańska produkcja przemysłowa, prognozy GM), podczas gdy inne rynki wiadomości te kompletnie ignorują.

Najbliższym wsparciem jest linia trendu biorąca początek w marcu. Prosta ta znajduje się na poziomie 1115 pkt. i już na dzisiejszej sesji wykres kontynuacyjny będzie ją testował. Przy tak dziwnym zachowaniu rynku jak na ostatnich sesjach nie podejmuję się "strzelać", jaki będzie wynik tego testu.