Od ponad trzech tygodni indeksy mierzące koniunkturę na światowych giełdach poruszają się w trendach bocznych. Z jednej strony utrudnia to postawienie już teraz jednoznacznej prognozy dotyczącej kierunku średniookresowego trendu, z drugiej umożliwia dokładne wskazanie poziomów, których przekroczenie oznaczać będzie wyjaśnienie sytuacji. Dla rynków amerykańskich wyznaczają je ekstrema z drugiej połowy marca. Dla S&P500 wypadają one na wysokości 848 i 896 pkt, dla DJIA na 7992 i 8522 pkt, a dla Nasdaq na 1341 i 1422 pkt. Rezultatem uzyskania przewagi przez kupujących będzie dotarcie do szczytów, ustanowionych pod koniec listopada ub.r. Oznaczałoby to 5-proc. potencjał wzrostowy, licząc od momentu przebicia marcowych wierzchołków. Przełamanie wsparcia będzie dużo dłużej determinować notowania. Jego konsekwencją będzie testowanie ubiegłorocznego dołka.
Więcej optymizmu można wyrazić przy ocenie indeksów strefy euro. Zarówno DAX, jak i CAC pokonały w minionym tygodniu roczne linie trendu spadkowego i po wykonaniu ruchu powrotnego w ich kierunku kontynuują zwyżkę. Niemieckiemu indeksowi udało się nawet pokonać poprzedni szczyt. Pozostał jednak poniżej linii, biegnącej po szczytach z 21 marca i 7 kwietnia, która może składać się na korekcyjną formację rosnącego trójkąta, tak charakterystyczną dla wielu światowych indeksów w trwającej od 3 lat bessie. W przypadku DAX i CAC kluczowe znaczenie mają proste łączące marcowe dołki. Dopóki nie są przecięte jest szansa na dalszy wzrost wartości indeksów.
Linia o takim samym znaczeniu została już przełamana w Londynie. Jest to ważny sygnał ostrzegający przed pogorszeniem koniunktury. Został on wysłany w sytuacji, gdy mniej popularny londyński indeks - FT30 pozostaje poniżej szczytu z drugiej połowy marca. W przeszłości jego zachowanie często dobrze wyprzedzało ruch FT-SE100. Oznaczałoby to, że w kolejnych dniach można spodziewać się zniżki tego ostatniego do poziomu 3613 pkt, którego test zadecyduje o kierunku średnioterminowej tendencji.