Niestety, nie mam na koncie jakiejś spektakularnej wpadki, głównie dlatego, że stosuję konsekwentnie zasadę szybkiego ucinania strat. Prawdę mówiąc najbardziej bolały mnie nie straty na przykład 50 punktów z rzędu na kontraktach, ale odstępstwa od realizowanej strategii inwestycyjnej. Czasami człowiekowi wydaje się, że jest w stanie udoskonalić to, co dobrze funkcjonuje, że jego znajomość rynku jest na tyle duża, że potrafi przewidzieć jego zachowanie. Później często okazuje się, że rynek idzie w przeciwnym kierunku niż wynika z naszej wcześniejszej subiektywnej oceny. Dlatego skoro raz zdecydowałem się na stosowanie automatycznego systemu, słucham sygnałów przez niego wysyłanych.
A Twój najlepszy ruch?
Jestem dość świeżym graczem, nie brałem udziału we wcześniejszych spektakularnych ruchach naszego rynku, jak choćby w hossie internetowej. Dobrze wspominam okres silnego trendu spadkowego od maja do września 2002 r. Wystarczyło trzymać krótkie pozycje i nic nie robić, a zysk sam przyrastał. Jednak najwięcej satysfakcji dały mi kolejne miesiące do połowy stycznia 2003 r., kiedy wokół było słychać opinie, że nie ma szans na wzrost, że spółki są drogie, że zwyżka na świecie nie ma fundamentalnych podstaw itp. Bez względu na to stosowałem konsekwentnie swój system, co pozwoliło mi zarobić na długich pozycjach mniej więcej tyle samo, co w poprzednich miesiącach na krótkich. Jeszcze raz potwierdziło się, że kluczem do sukcesu jest konsekwencja w stosowaniu systemu. Własnymi subiektywnymi przemyśleniami na temat obecnej kondycji rynku można podzielić się ze znajomymi, ale nie warto na nich opierać realnych decyzji inwestycyjnych.Czy każdy może osiągnąć sukces na giełdzie? Czy też są jakieś cechy osobowe, które to ułatwiają?
Dla mnie oczywiste jest to, że nie można traktować spekulowania jak hazardu. Kto tak do tego podchodzi, jest skazany na porażkę. Trudno też powiedzieć, by potrzebny był jakiś specjalny talent. Konieczny jest natomiast spokój i metodyczna praca nad własną strategią obecności na rynku, a szczególnie zarządzaniem wielością otwieranych pozycji i poziomem ustawiania "stopów". Po tym, jak sam zdobywałem doświadczenia na giełdzie, raczej skłaniam się do przekonania, że sukces na parkiecie to nie wynik specjalnych predyspozycji charakteru, ale rezultat nauki orazs przyswajania sobie zasad i metod inwestowania.
Wśród inwestorów panuje opinia, że polski rynek jest mało atrakcyjny - płytki, bez silnych trendów i o małej zmienności. Myślisz o giełdach zagranicznych?
Trudno się z taką opinią nie zgodzić, ale też płynie z niej dość oczywisty wniosek. Jeśli ktoś nie potrafi poradzić sobie na warszawskim parkiecie, gdzie zmienność jest dużo mniejsza niż na świecie, to tym bardziej nie poradzi sobie na giełdach światowych. Zagraniczne kontrakty są bardzo atrakcyjne głównie dla day-traderów. Wynika to z prostego rachunku. Na przykład depozyt utrzymania na jeden kontrakt na DAX-a to 9 tys. euro, co w przeliczeniu daje 38 250 zł. Za te pieniądze mogę mieć 69 kontraktów na WIG20 (w ich przypadku depozyt utrzymania to 4,8% - przyp. red.). Realnie licząc, po odjęciu prowizji, poślizgów cenowych i strat w Warszawie, w rok, można zarobić 500 pkt na jednym kontrakcie, co oznacza, że przy 69 sztukach jest to 345 000 zł. Aby wypracować taki sam wynik na DAX-ie trzeba uzyskać w ciągu roku 3254 pkt (1 pkt to 25 euro, czyli 106 zł - przyp. red.). Ja, nie będąc day-traderem, mam wątpliwości, czy potrafiłbym tyle zarobić.