Reklama

Sukces na giełdzie to kwestia nauki, nie talentu

Z inwestorem z rynku terminowego rozmawia Krzysztof Stępień

Publikacja: 18.04.2003 10:19

Prowadziłeś spokojne życie, zajmując się własnym biznesem. Co skłoniło Cię do zainteresowania się spekulacją na giełdzie?

Jeśli ktoś oczekiwałby odpowiedzi w stylu, że było mi to potrzebne do podniesienia poziomu adrenaliny, czy też zacząłem to robić dla emocji temu towarzyszących, czy dla sprawdzenia siebie, rozczaruje się. Po prostu skłoniła mnie do tego chęć zarabiania pieniędzy.

Jakie były Twoje początki? Dużo straciłeś?

Zaczynałem dwa lata temu od rynku akcji, bo kontrakty wydawały się wyższą szkołą jazdy i kojarzyły mi się z ogromnym ryzykiem. Teraz wiem, że nie była to w pełni słuszna ocena, bo tak naprawdę najwięcej przy ocenie ryzyka zależy od metody zarządzania posiadanym kapitałem. Przy odpowiednim jej doborze kontrakty mogą nieść ze sobą mniejsze zagrożenie niż akcje.

Na samym początku na rynku akcji w ciągu kilku miesięcy straciłem ok. 13% środków przeznaczonych na inwestycje. Na szczęście potem było dużo lepiej, choć straty odrabiałem już na kontraktach.

Reklama
Reklama

Dość szybko zorientowałem się, że do spekulowania na giełdzie najbardziej przydatna jest analiza techniczna i dlatego na początku dotarłem do osoby zajmującej się nią profesjonalnie. Przeznaczyłem pewną kwotę pieniędzy na konsultacje. Był to taki swoisty rodzaj korepetycji.

Masz jakąś własną strategię inwestycyjną?

Oczywiście, bez jej przygotowania i konsekwentnego wdrażania w życie trudno myśleć o stałym zarabianiu.

Na czym ona polega?

Po wielu próbach i długim zastanawianiu się doszedłem do wniosku, że najbardziej skuteczny jest automatyczny system. Mój bierze pod uwagę pewne wskaźniki analizy technicznej, działa w trakcie sesji, a nie na jej zamknięciu i w większości przypadków odwraca pozycję, a nie ją zamyka. Jest to system dający w ciągu roku ok. 20 sygnałów, więc raczej niewiele. Przez to nie generuje dużych kosztów transakcyjnych i nie absorbuje zbyt wiele czasu. Tak naprawdę w monitor z notowaniami prawie nie patrzę, dużo więcej czasu spędzam przy komputerze z programem do analizy technicznej już po zakończeniu notowań.

Jaka była Twoja największa wpadka?

Reklama
Reklama

Niestety, nie mam na koncie jakiejś spektakularnej wpadki, głównie dlatego, że stosuję konsekwentnie zasadę szybkiego ucinania strat. Prawdę mówiąc najbardziej bolały mnie nie straty na przykład 50 punktów z rzędu na kontraktach, ale odstępstwa od realizowanej strategii inwestycyjnej. Czasami człowiekowi wydaje się, że jest w stanie udoskonalić to, co dobrze funkcjonuje, że jego znajomość rynku jest na tyle duża, że potrafi przewidzieć jego zachowanie. Później często okazuje się, że rynek idzie w przeciwnym kierunku niż wynika z naszej wcześniejszej subiektywnej oceny. Dlatego skoro raz zdecydowałem się na stosowanie automatycznego systemu, słucham sygnałów przez niego wysyłanych.

A Twój najlepszy ruch?

Jestem dość świeżym graczem, nie brałem udziału we wcześniejszych spektakularnych ruchach naszego rynku, jak choćby w hossie internetowej. Dobrze wspominam okres silnego trendu spadkowego od maja do września 2002 r. Wystarczyło trzymać krótkie pozycje i nic nie robić, a zysk sam przyrastał. Jednak najwięcej satysfakcji dały mi kolejne miesiące do połowy stycznia 2003 r., kiedy wokół było słychać opinie, że nie ma szans na wzrost, że spółki są drogie, że zwyżka na świecie nie ma fundamentalnych podstaw itp. Bez względu na to stosowałem konsekwentnie swój system, co pozwoliło mi zarobić na długich pozycjach mniej więcej tyle samo, co w poprzednich miesiącach na krótkich. Jeszcze raz potwierdziło się, że kluczem do sukcesu jest konsekwencja w stosowaniu systemu. Własnymi subiektywnymi przemyśleniami na temat obecnej kondycji rynku można podzielić się ze znajomymi, ale nie warto na nich opierać realnych decyzji inwestycyjnych.Czy każdy może osiągnąć sukces na giełdzie? Czy też są jakieś cechy osobowe, które to ułatwiają?

Dla mnie oczywiste jest to, że nie można traktować spekulowania jak hazardu. Kto tak do tego podchodzi, jest skazany na porażkę. Trudno też powiedzieć, by potrzebny był jakiś specjalny talent. Konieczny jest natomiast spokój i metodyczna praca nad własną strategią obecności na rynku, a szczególnie zarządzaniem wielością otwieranych pozycji i poziomem ustawiania "stopów". Po tym, jak sam zdobywałem doświadczenia na giełdzie, raczej skłaniam się do przekonania, że sukces na parkiecie to nie wynik specjalnych predyspozycji charakteru, ale rezultat nauki orazs przyswajania sobie zasad i metod inwestowania.

Wśród inwestorów panuje opinia, że polski rynek jest mało atrakcyjny - płytki, bez silnych trendów i o małej zmienności. Myślisz o giełdach zagranicznych?

Trudno się z taką opinią nie zgodzić, ale też płynie z niej dość oczywisty wniosek. Jeśli ktoś nie potrafi poradzić sobie na warszawskim parkiecie, gdzie zmienność jest dużo mniejsza niż na świecie, to tym bardziej nie poradzi sobie na giełdach światowych. Zagraniczne kontrakty są bardzo atrakcyjne głównie dla day-traderów. Wynika to z prostego rachunku. Na przykład depozyt utrzymania na jeden kontrakt na DAX-a to 9 tys. euro, co w przeliczeniu daje 38 250 zł. Za te pieniądze mogę mieć 69 kontraktów na WIG20 (w ich przypadku depozyt utrzymania to 4,8% - przyp. red.). Realnie licząc, po odjęciu prowizji, poślizgów cenowych i strat w Warszawie, w rok, można zarobić 500 pkt na jednym kontrakcie, co oznacza, że przy 69 sztukach jest to 345 000 zł. Aby wypracować taki sam wynik na DAX-ie trzeba uzyskać w ciągu roku 3254 pkt (1 pkt to 25 euro, czyli 106 zł - przyp. red.). Ja, nie będąc day-traderem, mam wątpliwości, czy potrafiłbym tyle zarobić.

Reklama
Reklama

A nie myślałeś o instrumentach walutowych?

Niedawno otworzyłem sobie rachunek na platformie do handlu na rynku walutowym (Forexie), ale nie po to, by popróbować day-tradingu, ale z myślą o wykorzystaniu występujących na walutach silnych, wielomiesięcznych trendów, umożliwiających przeprowadzanie na danej parze walut kilku transakcji rocznie.

Co myślisz, gdy w kilkadziesiąt minut na Twoim rachunku ubywa lub przybywa po kilka czy kilkanaście tysięcy złotych?

Teraz już nic. Jednak wcześniej bardzo się tym denerwowałem. Później pomyślałem, że nie ma to sensu, bo co by się ze mną działo, jakbym obracał 10 razy większym kapitałem. Staram się obecnie swoich ruchów nie przeliczać na złote, a patrzeć na nie przez pryzmat punktów, które zarabia lub traci przy każdym posunięciu mój system (1 pkt na kontraktach terminowych na WIG20 odpowiada 10 zł - przyp. red.).

Jaki trzeba mieć kapitał, aby inwestowanie na polskiej giełdzie miało sens, by można się z tego utrzymywać. Czy to w ogóle dobry pomysł, by wybrać taki sposób zarabiania na życie?

Reklama
Reklama

Wszystko zależy od potrzeb. Oceniam, że przy obecnej sytuacji na rynku (malejąca zmienność i rzadkie występowanie silnych średniookresowych trendów), można realnie liczyć na zarobek netto w ciągu roku maksymalnie 500 pkt. To odpowiada 5 tys. zł na jednym kontrakcie. Jeśli chcesz uzyskać przez rok 50 tys. zł, potrzebujesz pieniędzy na 10 kontraktów. Przy aktualnej wysokości depozytu to niecałe 6 tys. zł. Jednak w rzeczywistości trzeba mieć trzy-cztery razy więcej. Inwestowanie 100% kapitału w akcje jednej spółki to szaleństwo, ale wykorzystanie 100% kapitału na depozyt na kontraktach to już giełdowe samobójstwo.

Ważne jest też zdywersyfikowanie swojego portfela inwestycji tak, by kwota na grę na kontraktach stanowiła jedynie pewną część naszych oszczędności.

Na ile poddajesz się emocjom przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych?

Dziś już nie. Po prostu nie obserwuję notowań w czasie ich trwania. Wszystkie decyzje podejmuję po zakończeniu sesji lub przed jej rozpoczęciem, po ich spokojnym przekalkulowaniu.

Czego inwestorzy powinni wystrzegać się przWłaśnie nie poddawać się niepotrzebnym, często zgubnym emocjom, nawet jeśli stosuje się day-trading jako formę obecności na rynku. Każda decyzja powinna być wynikiem chłodnej kalkulacji. Bezwzględnie odradzam powiększanie liczby otwieranych pozycji po tym, jak na poprzedniej transakcji ponieśliśmy stratę. W takim przypadku następny ruch powinien obejmować mniejszą liczbę pozycji.

Reklama
Reklama

Twoje zyski stopniowo rosną, więc można powiedzieć, że odnosisz giełdowy sukces. Co mógłbyś poradzić tym, którzy nie mają pojęcia o spekulacji, ale chcieliby tego spróbować?

Przede wszystkim czytać bardzo dużo książek o inwestowaniu na giełdzie, o analizie technicznej oraz zarządzaniu kapitałem - również wydanych w obcych językach. Warto też zacząć od transakcji "na sucho", a nie rzucać się od razu na głęboką wodę.

Dziękuję za rozmowę.

Mój rozmówca zastrzegł sobie anonimowość. Decyzja, by jednak opublikować tę rozmowę podyktowana została względami wynikającymi z wartości praktycznych wskazówek, które zdecydował się wyjawić. Sądzę, że początkujący inwestorzy powinni mieć je na uwadze.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama