To już druga sesja ze zmiennością 12 pkt. Gra na takim rynku może nie mija się z celem, ale wymaga dużo czasu i cierpliwości, a tego day-traderom wyjątkowo brakuje. U nas to właśnie ta grupa generuje największe obroty i jeśli oni na trwałe odejdą z tego rynku, to kontrakty przestaną być atrakcyjne także dla pozostałych inwestorów.

Może warto więc w końcu podjąć jakąś odważną decyzję (idąc choć raz za głosem inwestorów) i poważnie zastanowić się nad zmianą kroku notowań (0,5 pkt) bez zmiany wartości tiku!!! (10 pln). W przeciwnym razie tylko kwestią czasu pozostanie masowy odpływ indywidualnych inwestorów, którzy mając do dyspozycji całą paletę alternatywnych rynków nie będą chcieli bawić się na kontraktach, na których dzienna zmienność jest zaledwie kilka razy większa od najmniejszych prowizji. Do tego dochodzi jeszcze cała gama argumentów, jak choćby fakt, że zmiana indeksu o 1% odpowiada na kontraktach około 12 tikom, podczas gdy na rynkach zachodnich wartość ta jest nawet kilkakrotnie większa. Nie trzeba przy tym przypominać o "stabilizacyjnej" roli OFE obniżającej zmienność WIG20.

Obiektywnie trzeba oczywiście powiedzieć, że nie brakuje głosów przeciw, jak choćby te mówiące o przyzwyczajeniach inwestorów, czy też ukrytemu obniżeniu prowizji, co mogłoby zabić jedyną dojną krowę na GPW. Wybór jednak jest prosty - albo giełda zdecyduje się na zmiany, albo spekulanci nie wytrzymają długo na tak nudnym rynku, przy (procentowo) kosmicznie wysokich prowizjach. Jeśli natomiast ktoś tłumaczy spadek obrotu na rynku terminowym trwającą bessą, to jest w błędzie. Na tych instrumentach kierunek ruchu indeksów nie ma znaczenia i większość rynków terminowych stale się rozwija. Nasz, niestety, coraz bardziej przypomina lemingi.