Sytuacja na scenie międzynarodowej powoli stabilizuje się. Firmy amerykańskie wciąż zaskakują największych niedowiarków. Wszystko za sprawą nadspodziewanie dobrych wyników finansowych w I kwartale 2003 roku. Według agencji analitycznej First Call korporacje zza oceanu przedstawiają wyniki z reguły zdecydowanie powyżej oczekiwań analityków. To zaskakujące w kontekście wcześniejszego natłoku ostrzeżeń o możliwych niskich zyskach. Okazuje się, że prawie 60% firm miało się czym chwalić, gdyż ich rezultaty były wyższe od spodziewanych. Jedynie 18% spółek osiągnęło wyniki poniżej oczekiwań. Dobrze radziły sobie firmy technologiczne, które zwiększały zyski przypadające na jedną akcję średnio w tempie 17% (I kwartał 2003 w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego).

Najważniejszy amerykański indeks, czyli S&P 500, zachowywał się po myśli posiadaczy akcji na ostatnich sesjach. We wtorek wskaźnik pomyślnie testował linię trendu, wyznaczoną przez wierzchołki z sierpnia, grudnia 2002 i stycznia 2003. Na początku środowej sesji S&P 500 nieznacznie oddalił się od przełamanego oporu. Jeszcze lepiej sobie radzi Nasdaq Composite, skupiający głównie spółki TMT. Nie dość, że uporał się z analogiczną jak w przypadku S&P linią trendu, to coraz bardziej zbliża się do listopadowego szczytu. Na tym poziomie wyjaśni się, czy optymiści będą triumfować, czy też nastąpi okres pogorszenia koniunktury. Pozostaję sceptykiem. Dobre wyniki I kwartału wiosny nie czynią, a ponadto przewaga byków w sondażach nastroju nie sprzyjają trwałości wzrostów.

Mniej korzystnie niż amerykański wygląda europejski rynek akcji. DJ Stoxx 50 od początku kwietnia zmaga się z długoterminową średnią kroczącą. Rynek japoński trwa w bessie. Marcowy atak na poziom 8 300 pkt. był chwilowym wybrykiem kupujących - teraz wszystko wróciło do normy. Korygowania "ekscesów" przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nie widać końca.