Przy założeniu, że Polska będzie w stanie wykorzystać wszystkie zaoferowane przez Unię fundusze, saldo netto przepływów będzie dodatnie i w latach 2004- -2006 wyniesie prawie 29 mld zł. Daje to przeciętnie niewiele ponad 1% PKB rocznie. Nadzieje na to, że taki napływ kapitału znacząco zdynamizuje polski wzrost gospodarczy, są nieuzasadnione. - Przy takiej skali transferów nie będzie to odczuwalne dla przeciętnego Polaka. Są to zbyt małe środki, by stały się głównym kołem zamachowym gospodarki - powiedział Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH PBK. - Dopiero w perspektywie 10-15 lat, gdy transfery z Unii sięgną 3%, PKB będzie można mówić o ich poważniejszym wpływie na naszą gospodarkę.
Bardzo prawdopodobne jest jednak, że nie uda nam się osiągnąć tak wysokiego salda rozliczeń z Unią. Doświadczenia krajów wstępujących wcześniej do Unii oraz przebieg realizacji programów przedakcesyjnych pokazują, jak dużym problemem jest znalezienie odpowiednich funduszy. - Ministerstwo Finansów musi zreformować finanse publiczne tak, by w budżecie znalazły się środki na inwestycje. W przeciwnym wypadku nie wykorzystamy nawet tego, co oferuje mam Unia - uważa Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. Dodatkowo MF stanie przed dylematem, jak ograniczyć deficyt budżetowy do wymaganego traktatem z Maastricht poziomu 3% PKB. - Transfery z Unii i krajowe wydatki inwestycyjne traktowane łącznie stanowić będą bazę do zdynamizowania wzrostu. Skala tego zjawiska będzie zależała od możliwości absorpcyjnych naszej gospodarki - dodał Reluga.
Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową szacuje, że makroekonomiczne efekty członkostwa w Unii będą widoczne dopiero od 2007 r. Do tego czasu o dynamice wzrostu gospodarczego będą w większym stopniu decydowały bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Nie można jednak liczyć, że samo wejście do Unii spowoduje drastyczny ich napływ. Jesteśmy coraz mniej atrakcyjnym krajem, co pokazała m.in. nieudana próba przyciągnięcia do Polski francuskiego PSA Peugeot Citroen. - Członkostwo w Unii to tylko jeden z elementów atrakcyjności Polski dla inwestorów zagranicznych. Ci, którzy chcieli, już są na naszym rynku. Aby przyciągnąć innych, trzeba zająć się reformą podatków, rozbudową infrastruktury czy ograniczeniem korupcji - powiedział Rybiński.