Cena ropy naftowej po dość znacznej środowej zwyżce wczoraj praktycznie się nie zmieniła. Na londyńskiej giełdzie paliwowej za baryłkę ropy z dostawą w czerwcu płacono po południu 24,25 USD, a więc o 14 centów więcej niż dzień wcześniej. Zwyżkę ceny spowodowała informacja o niespodziewanym spadku zapasów ropy w USA. Z raportu Departamentu Energetyki wynika jednak, że ów spadek był wynikiem znacznie zwiększonego przerobu w tamtejszych rafineriach, a nie zmniejszenia importu ropy na skutek wojny w Iraku. Import ten nawet wzrósł o 1,9%, do 9,86 mln baryłek dziennie, gdyż inne kraje OPEC zwiększyły wydobycie. Amerykańskie rafinerie przerabiały w minionym tygodniu 15,7 mln baryłek ropy dziennie, czyli najwięcej od września 2001 r. Przygotowywały w ten sposób zapasy benzyny, by sprostać popytowi w czasie letniego sezonu urlopowego.
Miedź i aluminium nadal wczoraj drożały, co było wynikiem kolejnego spadku kursu dolara wobec euro do poziomu najniższego od czterech lat. Po południu za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono na londyńskiej giełdzie 1629 USD, a więc o 13 USD więcej niż dzień wcześniej. Zdaniem analityków, dalszy wzrost cen metali w wyniku słabnięcia dolara jest jednak mało prawdopodobny, gdyż niewiele wskazuje na rychłe ożywienie wzrostu gospodarczego.
Niski kurs dolara jest natomiast wystarczającą przesłanką do wzrostu cen złota, bo na tym rynku dominują fundusze inwestycyjne i hedgingowe. A im dolar tańszy, tym bardziej atrakcyjne jest dla nich złoto, którego cena denominowana jest w amerykańskiej walucie. Na londyńskiej giełdzie uncja złota z natychmiastową dostawą była notowana po 347,5 USD, a więc o ponad 6 USD wyżej niż w środę.