Ministerstwo Finansów zamierza wprowadzić ujednoliconą stawkę podatkową dla osób prowadzących działalność gospodarczą i będzie to stawka podatku CIT obniżona do 19%. W materiałach prasowych można dostrzec nieskrywany zachwyt nad taką liberalizacją podatkową w Polsce. Czy ktoś z piszących takie opinie w ogóle rozumie, o czym jest mowa?

W 2001 r. w Polsce zarejestrowanych było 201 tys. firm rozliczających się w ramach CIT, które przekazały do budżetu 14 mld zł podatków. W tym samym okresie z około 2 mln osób fizycznych prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą 363 tys. uzyskało dochody wyłącznie z jednego źródła i rozliczając się w ramach PIT zapłaciło do budżetu około 3,3 mld PLN. PIT-36 złożyło 2,5 mln podatników w 2001 r. Z powyższych danych widać, że istnieje znaczna grupa podatników, która uzyskuje przychody z więcej niż jednego źródła i rozlicza się w ramach PIT dla osób fizycznych oraz osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Nie jest to bynajmniej "szara strefa", ale podatnicy maksymalnie wykorzystujący dostępne ulgi i różnice w opodatkowaniu, a ich efektywna stawka podatkowa jest znacznie poniżej 19%, czyli najniższej stawki podatkowej PIT (i proponowanej CIT).

Co w praktyce oznacza przejście z rozliczania się według PIT na CIT wie tylko ten, kto prowadzi firmę. Kilkakrotnie rosną koszty prowadzenia księgowości, gdy księga przychodów i rozchodów zostaje zastąpiona pełną księgowością, w tym koniecznością sporządzania rocznego bilansu i remanentu. Ponadto, znacząco ograniczone zostają możliwości generowania kosztów, co powoduje wzrost podstawy opodatkowania. Iluzoryczna obniżka podatku CIT nałożonego na większą liczbę firm spowoduje w efekcie wzrost kosztów prowadzenia działalności gospodarczej i dochodów podatkowych budżetu. O ile? Tego dowiemy się już w 2004 r. Wydaje się jednak, że oczekiwania Ministerstwa Finansów co do zmniejszenia różnicy w dochodach podatkowych z CIT i PIT osób prowadzących działalność gospodarczą sięgają kilku miliardów złotych. Na pewno na nowym prawie podatkowym nie stracą księgowi, w tym liczne grono obecnych urzędników Ministerstwa Finansów.

Tak samo jak można wierzyć w wolę obniżki podatków bezpośrednich pod lewicowymi rządami, można i wierzyć w deklaracje o ulżeniu przedsiębiorcom poprzez obniżenie kosztów pracy. Ma to prowadzić do spadku bezrobocia. Fakty są zupełnie inne. W ciągu ostatniego roku (kwiecień do kwietnia) wzrost składek ZUS wyniósł w wyrażeniu realnym 9,2%! Był to rezultat wzrostu podstawy składki na ubezpieczenie zdrowotne. Czy w jakimś normalnym kraju po wzroście realnych kosztów pracy dla przedsiębiorców o prawie 10% w ciągu zaledwie 1 roku politycy i, co gorsza, publicyści twierdzą, że jest to działanie, które doprowadzi do spadku bezrobocia? Czy ktoś nie mija się z prawdą?