Chocholi taniec podatkowy w Polsce byłby łatwiejszy do zniesienia, gdyby inni byli równie ślamazarni. Ale inni - sąsiednie kraje - nie chcą się kręcić w kółko. Przechodzą od słów do czynów. Porywają się na radykalny czyn podatkowy. Podatek liniowy - wyszydzany przez nasze Ministerstwo Finansów, przestaje być ekscentrycznym pomysłem osamotnionej Estonii. Zanosi się wręcz na to, że Polska będzie otoczona przez liniowe systemy, z wyjątkiem eurosklerotycznych Niemiec oraz Czech, zalanych przez powódź. Powstający obszar prostych i niskich podatków przekracza granice państw bałtyckich (Estonia, Litwa, Łotwa) oraz Rosji.
Decyzja o podatku 13-procentowym, śladem Putina, zapadła w Radzie Najwyższej Ukrainy. Zapadła imponującą przewagą 352 głosów, na 440 uczestników głosowania. Wcześniej parlament w Kijowie odgrywał rolę negatywu, jako uosobienie rozgadanej, bezpłodnej demokracji (dlatego prezydent Kuczma polegał na dekretach, podobnie jak prezydent Jelcyn, omijajac rosyjską Dumę). Teraz chylę czoło przed parlamentarzystami z Kijowa.
W podobnym kierunku zmierza Słowacja. Wicepremier Ivan Miklos zdążył się już pochwalić na łamach "The Wall Street Journal Europe", że opodatkowanie liniowe w wysokości 20% będzie uniwersalną regułą, obejmującą podatki osobiste, korporacyjne, a także VAT i zyski kapitałowe. Do niedawna Słowacja była naszym protegowanym na korytarzach NATO i Unii Europejskiej. Odkąd jednak koncerny motoryzacyjne wybierają Słowację zamiast Polski, a dodatkowym walorem kraju będą niskie podatki, trzeba wyzbyć się poczucia wyższości.
Na tle śmiałej, antyfiskalnej ofensywy, Polska wygląda na klub dyskusyjny. Morze słów i brak decyzji. Kto ma jeszcze cierpliwość, by śledzić kolejne rewelacje ministra Kołodki i kolejne terminy decyzji rządowych? Jeśli nawet, po referendum, urodzi się coś konkretnego, to zanosi się na półśrodki, będące bladym odbiciem tego, co zrobiła Estonia i Rosja, i co od 2004 roku zapowiada Słowacja i Ukraina.
Dlaczego sąsiedzi ryzykują, mając porównywalne z nami problemy budżetowe? Po pierwsze, uwierzyli w krzywą Laffera, ilustrującą szkodliwy wpływ pazerności fiskusa na osiągane wpływy budżetowe. Po drugie, chcą na serio uporać się z szarą strefą, która zawsze i wszędzie rośnie wraz z podatkami. Po trzecie i najważniejsze: kraje, które mają poczucie cywilizacyjnego opóźnienia, muszą polegać na niekonwencjonalnych, radykalnych środkach. Nieśmiałe półśrodki nie prowadzą do celu. Niestety, nawet tego nie może wykrzesać z siebie Polska, niegdysiejszy lider i wzór do naśladowania, dzisiaj dotknięta reformatorską impotencją...