Ostrzegałem we wtorek, że wystarczy iskierka, by szybko zatrzeć negatywne poniedziałkowe zachowanie rynku i ruszyć za zachodnimi indeksami. Sprzyja temu oczywiście ciągle trwający jeszcze "okres bezkarności", który zapoczątkowały ostatnie wyniki za I kwartał, a skończy dopiero unijne referendum. Wprawdzie orzeczenie Trybunału teoretycznie zamknęło sprawę, ale wszyscy jeszcze liczą na powtórkę świetnych wyników głosowania (Węgry 83% na tak, Słowenia 89,6%, Słowacja 92%, Litwa 91%) dające nam kontynuację wzrostów. Oczywiście nie bez wpływu na to wszystko pozostało wyjście S&P500 nad poziom 965 pkt.

Tylko dlaczego inne rynki nie idą tak chętnie w ślad za amerykańską euforią? Może dlatego, że jest ona bezpodstawna i opiera się już głównie na emocjach. Nie ma oczywiście co narzekać, tylko trzeba z tego korzystać, ale jeśli zarządy spółek tak szybko wysiadają z tego pędzącego pociągu, to powinno się chwilę zastanowić, czy może nie mają oni jakichś poufnych informacji o rozkręconych dalej torach. Na to wskazywałaby właśnie skala tzw. "inside selling", który przekroczył w maju 3,1 mld $ To poziom najwyższy od 24 miesięcy, przy średniej z ostatniego roku około 1 mld USD, którą i tak zawyża jedyny wyskok w listopadzie (szczyt), gdy sprzedano akcje warte 2,5 mld USD. Oczywiście, każdy może się mylić, ale prezesi firm robią to bardzo rzadko.

To jednak tematy nie na ten tydzień. Teraz mamy jeszcze dwa dni przedreferendalnej sielanki, wspartej świetnym zachowaniem rynków zachodnich i obniżkami stóp przez ECB. Do pełni szczęścia na giełdowych rynkach brakuje jeszcze dobrego piątkowe raportu o amerykańskim bezrobociu. Podsumowując - robi się już trochę wysoko, ale zachowanie rynku nie pozwala na odzwierciedlanie pesymizmu w rynkowej pozycji.