Piątkowa sesja upłynęła pod znakiem wzrostów. Za bezpośrednią ich przyczynę należy uznać, dobre czwartkowe zachowanie giełd amerykańskich, które nie poddając się korekcie, wspinają się na coraz wyższe poziomy. To znacznie poprawiło poranne nastroje zarówno w Europie, jak i u nas. W drugiej części sesji pomagały natomiast nieco lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy. W efekcie WIG20 zamknął się na poziomie najwyższym od 15 stycznia br.

Piątkowa zwyżka to też dyskontowanie oczekiwanego pozytywnego wyniku referendum europejskiego. Jak pokazują bowiem ostatnie sondaże, to, że Polacy powiedzą TAK, jest raczej pewne. Tu oczywiście można dyskutować, czy wobec tak pewnego scenariusza, kupno akcji w ostatni dzień jest dobrym posunięciem. Czy w poniedziałek zamiast referendalnych wzrostów, nie będziemy mieli do czynienia z realizacją zysków, w myśl zasady "kupuj plotki, sprzedaj fakty"? Według mnie tak właśnie będzie. No, ale w piątek niewielu nad tym się chyba zastanawiało. Obawy przed niezałapaniem się do "pociągu jadącego na północ", były znacznie większe niż strach przed spadkową korektą. A powinno być na odwrót. Powodów do sprzedaży akcji w przyszłym tygodniu będzie bowiem przynajmniej kilka.

Oprócz już opisywanej "sprzedaży faktów", są to powody techniczne. Indeks WIG20, po sześciu tygodniach wzrostów, dotarł do niezwykle silnej bariery podażowej, jaką na wykresie tygodniowym tworzą szczyty z grudnia 2002 roku i stycznia roku bieżącego. Jeżeli do tego dołożymy wykupienie rynku (RSI powyżej 70) oraz fakt, że do styczniowego szczytu na wykresie dziennym brakuje nieco ponad 1 proc., to z pewnością będą to dostateczne przesłanki, przynajmniej do częściowej realizacji zysków.

Na najbliższych sesjach presję podażową mogą też tworzyć giełdy amerykańskich. Tu celowo używam słowa "mogą", a nie "będą", gdyż, jak pokazuje przykład ostatnich tygodni, pokłady optymizmu amerykańskich byków są ogromne. Jednak prędzej czy później musi przyjść opamiętanie, a po tak euforycznych wzrostach korekta może być bardzo gwałtowna.