Przyszłość, w której wpływ polityki monetarnej na procesy gospodarcze zostanie zmarginalizowany.
Od stycznia 2001 r. amerykańskie stopy procentowe spadały sukcesywnie do najniższego poziomu od pół wieku. Towarzyszyła temu ufność, że tak zdecydowane posunięcia władz monetarnych przyczyniają się do złagodzenia trudności gospodarczych. Mniej zwracało się uwagę na negatywne skutki takiej ekspansywnej polityki, która zamiast łagodzić problemy związane z rosnącym zadłużeniem gospodarki, tylko je powiększała. Zadłużenie tylko gospodarstw domowych przekracza 90% dochodu narodowego. Całkowite zadłużenie amerykańskiej gospodarki 5 razy przekracza dochód narodowy.
W tej sytuacji zasadne jest pytanie, jak te wielkości będą się kształtować z chwilą, gdy Fed dojdzie do ściany i nie będzie mógł dalej obniżać ceny pieniądza. Ale to nie jedyny problem. W momencie, kiedy krótkoterminowe stopy procentowe spadły blisko zera, Fed jest coraz bardziej zmuszony do przemyślenia, jak dalej prowadzić politykę monetarną. To pytanie nabiera znaczenia głównie w kontekście obaw o wystąpienie tendencji spadku cen w gospodarce.
Liczą się realne stopy
Deflacja jest przeciwieństwem inflacji i wyraża tempo spadku cen w gospodarce. Wpływa na poziom realnych stóp procentowych w kraju, determinujących bieżącą konsumpcję i wydatki inwestycyjne. Im wyższe, tym mniejsza skłonność do wydawania pieniędzy. Nawet przy skrajnie niskich stopach procentowych występowanie deflacji oznacza zwiększanie realnych stóp (obecnie mają one ujemną wartość, ok. minus 1%). Teoretycznie można byłoby sprowadzić nominalne stopy do wartości ujemnych. Jednak trudno sobie wyobrazić, aby znaleźli się chętni do nabywania papierów skarbowych, dających ujemną stopę zwrotu. Trzymanie gotówki staje się lepszym rozwiązaniem, bo przynosi zerową stopę zwrotu. Obniżka stóp poniżej zera jest więc nieskuteczna.