Kontynuacja trendu wzrostowego na czołowych rynkach świata staje pod znakiem zapytania. Najważniejsza zdobycz niedźwiedzi w ostatnim czasie to przełamana linia trendu wzrostowego na wykresie S&P 500. Zwyżka z ostatniego czwartku stanowi ruch powrotny do przełamanego oporu. Na zamknięcie poniedziałkowej sesji indeks znalazł się 3,5% poniżej szczytu z 17 czerwca. To wciąż za mało, żeby prognozować zmianę trendu średnioterminowego na amerykańskim rynku akcji. Cały ostatni spadek interpretują na razie jako ruch powrotny do górnego ograniczenia konsolidacji, z której wykres wybił się w górę na początku maja. Wykres tygodniowy dopuszcza, żeby ruch ten potrwał nawet do 920 punktów.

Do niedawna wszelkie kłopoty omijały Nasdaq. Od dołka z 11 marca indeks Nasdaq Composite zyskał ponad 30%, a największa korekta nie przekroczyła 6%. Sytuacja ta już niebawem może się zmienić, bowiem na wykresie indeksu ukształtowała się 4-tygodniowa formacja głowy z ramionami. Linia szyi, wyznaczana przez czerwcowe dołki, znajduje się na poziomie 1600 pkt. Zamknięcie poniedziałkowej sesji wypadło na poziomie 1622 pkt. Wprawdzie wysokość formacji to tylko ok. 60 punktów, co oznacza zasięg spadku do 1540 pkt, ale w razie realizacji głowy z ramionami doszłoby, podobnie jak na wykresie S&P 500, do przełamania głównej linii trendu wzrostowego.

Dość ostrą formę przybiera wyprzedaż akcji na giełdach europejskich. Ponad 5% stracił już od szczytu francuski CAC-40. Po wczorajszym spadku wykres indeksu znalazł się poniżej wsparcia, jakie na poziomie 3060 pkt wyznaczał szczyt z początku maja. Dość dramatycznie wygląda (przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej) wykres londyńskiego FT-SE 100. Przez dwa miesiące wykres indeksu posuwał się na północ, w bardzo nerwowej atmosferze, która objawiała się nachodzącymi na siebie dołkami i szczytami. Ostatnie spadki przyniosły załamanie tej bardzo kruchej struktury i zapowiadają zniżkę indeksu do 3613 pkt.