Doświadczenie krajów Piętnastki, z których wiele korzystało ze wspomnianych funduszy, jest mało zachęcające. Jedyna Irlandia odniosła tu pełen sukces. Inne kraje, np. Włochy, Hiszpania, Grecja a nawet Francja, przynajmniej początkowo, nie umiały sobie poradzić ze wszystkimi przeszkodami. Włosi, w początku lat dziewięćdziesiątych, potrafili skonsumować zaledwie 15% funduszy przyznanych na rozwój południowej części kraju.
Kłopoty mniejsze i większe
Z reguły pierwszym problemem jest zdobycie tak zwanego udziału własnego (środki,. które zgodnie z tak zwaną zasadą dodatkowości musi dopłacić beneficjent). Wysokość tej sumy różni się w zależności od funduszu i rodzaju inwestycji, ale jest to najczęściej około 25% wartości inwestycji (za każde euro z naszej strony dostajemy trzy euro ze strony UE). Choć zdobycie udziału własnego jest trudne, nie stanowi jednak największej przeszkody. Banki chętnie udzielają kredytów, proponują dogodne warunki etc.
Drugą przeszkodą mogą być środki na opłacenie wykonawców inwestycji. Unia płaci bowiem po zakończeniu wszystkich robót, na początek zasilając firmę tylko niewielką sumą w postaci zaliczki. Jeśli niezbędne pieniądze się znajdzie, może "wyskoczyć" problem dużo cięższego kalibru. UE zwraca bowiem tylko wówczas wykorzystane środki, kiedy inwestycja jest w 100% zgodna z opisaną w projekcie. Jeśli nie spełnia jakichkolwiek warunków (również harmonogramu czasowego robót), ze zwrotu kosztów nici.
Projekty z udziałem funduszy europejskich są zatwierdzane do realizacji przez polskie Ministerstwo Gospodarki. Choć są wyjątki, największy strumień pieniędzy przepłynie tą drogą. MG działa zgodnie z rozporządzeniami UE, zawierającymi wytyczne, dotyczące sposobów i procedur wykorzystania funduszy oraz umowami między naszym krajem a Unią. MG sprawdza wykonanie poszczególnych robót w określonym czasie, po czym zwraca się do Ministerstwa Finansów o przekazanie beneficjentowi konkretnych środków. Środki te MF otrzymuje z Unii, z którą się szczegółowo rozlicza.