Kobieta w Szwajcarii ma średnio 1,28 dziecka, podczas gdy potrzeba 2,1, aby populacja tego kraju przestała się zmniejszać. Przy utrzymaniu takiego tempa przyrostu naturalnego, za ok.1000 lat społeczeństwo tego kraju najprawdopodobniej wymarłoby.

Coraz mniejsza liczba ludzi, a przez to i pracowników, powoduje piętrzące się problemy funduszy emerytalnych. Pracujących i nowych planów emerytalnych jest coraz mniej, średnia długość życia wciąż się wydłuża (fundusze "pracują" dłużej na rzecz danej osoby), a ceny akcji spadają od kilku lat. Przewiduje się, że w roku 2030 stosunek liczby pracujących do emerytów wyniesie 2,5 do 1. Obecnie jest to 4 do 1. Średnia przewidywana długość życia już teraz jest w Szwajcarii jedną z najwyższych na świecie.

W efekcie, w 2002 r. aż połowa z 9 tys. działających w Szwajcarii funduszy emerytalnych miała niewystarczającą ilość rezerw. Ubezpieczyciele, jak np. Zurich Financial Services czy Swiss Re, także tracą pieniądze wobec wciąż rosnących wypłat z tytułu ubezpieczeń na życie.

- Są tylko dwie drogi wyjścia z tej sytuacji. Po pierwsze, silna polityka prorodzinna, podobnie jak to jest w Szwecji. Po drugie, elastyczna polityka imigracyjna, jak np. w Kanadzie - powiedział Gerard Baudry, prezes fundacji Hypoteka, propagującej finansowanie inwestycji hipoteką wśród funduszy emerytalnych. W Szwecji na przykład rodzice dostają rok płatnego urlopu na każde dziecko. W Szwajcarii matka może na razie dostać 8 miesięcy. Już teraz jednak wiele osób uważa, że okresy te należy raczej skracać, niż wydłużać, ponieważ dodatkowo obciąża to gospodarkę, która rośnie ostatnio coraz wolniej.

W maju br. prezydent Szwajcarii - Pascal Couchepin - zaproponował podniesienie wieku emerytalnego o dwa lata, do 67 lat. Jego pomysł nie spotkał się jednak z przychylnym przyjęciem. Dalsze zwiększanie możliwości napływu imigrantów także napotyka opory w i tak bardzo już międzynarodowej Szwajcarii.