Zapadły wreszcie dwie, mocno "przenoszone" decyzje ministra skarbu państwa. Pierwsza zapaliła zielone światło dla Grupy Lotos, druga wskazała faworyta w wyścigu do Polskich Hut Stali. W obu wypadkach ekonomia wygrała z polityką. Po porażce w pierwszej rundzie polityka nie daje za wygraną i ostateczny wynik meczu nie jest jeszcze przesądzony.

W sektorze naftowym trzej kolejni ministrowie - Kaczmarek, Cytrycki i Czyżewski - poddani byli różnorakim naciskom. Lobbował PKN Orlen, dyplomacja brytyjska upominała się o interesy Rotcha, broniło swoich interesów Pomorze, uderzyły w konkury koncerny z Rosji. To, że ostatecznie wygrał plan budowy Grupy Lotos, czyli wrócił do łask dwubiegunowy model sektora naftowego, zawdzięczamy w dużej mierze dociekliwości mediów, które rozszyfrowały mapę lobbingów. Śledziły każdy krok głównych graczy. Tym samym zmalało ryzyko decyzji kuluarowej, a wzrosła moc przekonywania planu biznesowego, przygotowanego przez zarząd Rafinerii Gdańskiej, obejmującego także rafinerie południowe. Dlatego w tym przypadku odwrót od prywatyzacji oznacza powrót kryteriów ekonomicznych. Nie mylić z fiskalnymi. Zielone światło dla Grupy Lotos jest odwrotnością niefortunnej decyzji dotyczącej Stoenu, kiedy właśnie względy fiskalne podyktowały podniesienie pułapu sprzedanych akcji z 25% do 85%, co wprawdzie zapewniło połowę wpływów budżetowych z prywatyzacji, osiągniętych w 2002 roku, ale sprowokowało awanturę, utrudniającą przyszłe zmiany własnościowe.

Także wyłączność dla LNM Group w przetargu na Polskie Huty Stali ma swój delikatny kontekst polityczny. Rodziło to rozmaite zawirowania w procesie prywatyzacji, powodując protesty konkurentów i obniżając wiarygodność Polski. Na finiszu minister Czyżewski zabawił się w dyplomatę. Wybrał wedle wartości ofert, ale starał się nie uszkodzić przyjacielskiej więzi z USA, pozostawiając furtkę dla US Steel. Zabiegał o wrażenie, że sprawa jest otwarta.

W obu wypadkach coś drgnęło, ale w poczynaniach Skarbu Państwa widać asekurację i paraliżującą świadomość ryzyka. W nafcie i hutnictwie zaledwie odblokowano kolejny odcinek prywatyzacyjnego serialu. Finał jest daleki i niepewny. To źle wróży na przyszłość, zważywszy że zmiany własnościowe są pracą w toku, niedokończoną. Wejdziemy do Unii Europejskiej z dwoma tysiącami firm i całym zagłębiem socjalizmu gminnego. Trudne, zamrożone sektory, w tym energetyka (nie tylko G-8), PKO BP, chemia ciężka, PKP oraz ciąg dalszy Telekomunikacji i PZU zwiastują kolejne polityczne awantury. W tym tygodniu ekonomia wygrała z polityką, ale zapowiada się srogi rewanż po wakacyjnej przerwie.