Niestety, te pozytywne przewidywania nie znajdują potwierdzenia w sytuacji finansowej spółki i to pomimo że przychody ze sprzedaży utrzymują się w ostatnich latach na stabilnym poziomie. Od początku 2001 r. wynoszą na poziomie skonsolidowanym po ok. 60 mln zł kwartalnie. Jednak głównym problemem jest rentowność prowadzonej działalności. Siedem kolejnych kwartałów zakończyło się skonsolidowaną stratą. Trudno też mówić, aby zaznaczyła się jakaś tendencja do jej spadku. Tylko w dwóch ostatnich kwartałach wyniosła ona w sumie prawie 5 mln zł. Do tego, w wyniku odpisów aktualizujących wartość aktywów, wyniki za cały 2002 r. okazały się znacznie gorsze od prezentowanych w raportach kwartalnych. Podobne odpisy obniżyły również wyniki właściciela spółki, czyli duńskiego NKT Cables. W wyniku tego zabiegu można oczekiwać poprawy wyników w przyszłości dzięki zmniejszeniu amortyzacji środków trwałych. Na pewno nie jest to wystarczające do trwałej zmiany sytuacji fundamentalnej. Ale przykłady innych spółek z naszego parkietu (np. Softbank i BRE), które zdecydowały się na podobne posunięcie, pokazują, że przynajmniej w średnim okresie może się to przełożyć na wzrost kursu. Promykiem nadziei może być odnotowany w I kwartale tego roku zysk operacyjny. Od początku 2002 r. udaje się go wypracować co drugi kwartał.
Krok ku wezwaniu
Na ostatnim walnym zgromadzeniu akcjonariuszy NKT Cables zarejestrował ponad 75% głosów. W ubiegłym roku zmieniono nazwę spółki, co może być pierwszym krokiem do wycofania jej z giełdy. Według dostępnych informacji, przy przejmowaniu Kabli duński inwestor nie składał deklaracji, jak długo będzie utrzymywał ich akcje w obrocie giełdowym. Biorąc pod uwagę, że 5 lat temu Duńczycy obejmowali akcje po 25 zł, to obecna cena zachęca do podjęcia kroków w tym kierunku. Sprawa byłaby tym łatwiejsza, że jak wynika z ostatniego wykazu udziałowców, nikt poza nimi nie przekracza 5% głosów. Grono mniejszościowych akcjonariuszy jest więc zapewne mocno rozproszone.
Średnia cena z minionych 6 miesięcy nie przekracza 5 zł. To minimum, jakie można zaproponować w wezwaniu. W tym kontekście rodzi się pytanie, kto stoi za ostatnią zwyżką kursu. Jeśli inwestor finansowy, skuszony perspektywą wezwania, to zapewne nie zgodzi się na tak niską cenę. Możliwe jednak, że to inwestor strategiczny zaczął skupować walory na giełdzie, ale w tym wypadku nie będzie on zainteresowany wzrostem kursu.
Dwie konsolidacje