Przez kilka miesięcy publikowania Wigometru, ten indeks nastrojów dorobił się miana antywskaźnika. Dotychczas nie angażowałem go do analiz, gdyż wychodzę z założenia, że przy tego typu indeksach, nie tylko trzeba najpierw nauczyć się określania "ekstremalnych" poziomów, ale też tego, co z nich wynika.

Po krótkiej analizie, okazuje się bowiem, że traktowanie Wigometru jako antywskaźnika nie ma w mojej ocenie związku z brakiem wyczucia analityków i zarządzających, ale z faktem, że wyniki ich prognoz rozliczane są co tydzień. O pomyłkę tutaj tak samo łatwo, jak przy prognozie opadów deszczu o konkretnej minucie w przyszłym tygodniu. Mimo że wyraźnie zbiera się na deszcz. Jeśli założymy, że ankietowani wyrażają swoje zdanie o nieco dłuższej koniunkturze, to należałoby spojrzeć na lepiej oddającą to 4-tygodniową średnią. Tak "wygładzone" nastroje aż do połowy czerwca dawały niedźwiedziom przewagę tylko jeden raz - na samym początku roku i to tylko symbolicznie (-1 pkt). Wyraźnie widać, że okres poprzedzający wzrosty to niemal ciągły optymizm, z jego kulminacją w samym dołku!

Dla porównania warto zerknąć na omawiany tutaj wielokrotnie wskaźnik salda popytu na akcje obliczanego przy okazji publikacji Pengabu. Jego wynik przedstawiony jest na wykresie wraz z zaznaczonym okresem przeprowadzenia ankiety. To jest dopiero prawdziwy antywskaźnik (!), a jego większa (anty) skuteczność wynika właśnie z faktu publikowania go raz na miesiąc. Choćby tylko z tej krótkiej analizy widać wyraźnie, że sporym błędem jest opieranie prognozy wzrostów na pesymizmie wynikającym z Wigometru. Ten, w połączeniu z bardzo dużym optymizmem bankowców, wręcz ostrzega przed spadkami, choć nikt nie jest w stanie powiedzieć, w której minucie sesji.