Sytuacja techniczna w ostatnich dniach nie uległa poważniejszym zmianom. W dalszym ciągu na większości giełd europejskich i na S&P 500 jesteśmy w krótkoterminowym trendzie horyzontalnym. Indeksami, które walczą o nowe górki, są jedynie DAX i Nasdaq. Pomimo utrzymywania się stosunkowo wysokiego optymizmu wśród inwestorów indeksy nie są w stanie pokonać ostatnich najwyższych poziomów. Tego typu zachowanie interpretuję negatywnie. Uważam, że jest większe prawdopodobieństwo przebicia w dół poziomu 970 punktów na S&P 500, niż wybicia w górę powyżej 1115 pkt. Przełamanie wsparcia na wspomnianym poziomie będzie sygnałem sprzedaży. Pogłębianie spadków może również zanegować formację odwróconej głowy z ramionami, która utworzyła się przez ostatnie 15 miesięcy. Podobnie wygląda sytuacja na giełdach europejskich. Indeks Bloomber European 500 (w którego skład wchodzi 500 największych spółek europejskich) wygląda jeszcze słabiej niż jego amerykański odpowiednik.
Kilka dni temu mieliśmy do czynienia z ciekawym zjawiskiem: jednego dnia Intel opublikował bardzo dobre wyniki, które były pozytywnym zaskoczeniem dla analityków. Natomiast następnego dnia Nokia podała swoje wyniki i prognozy, którymi rozczarowała rynek. O ile wiadomość Intela była odebrana spokojnie i nie przyniosła trwałych wzrostów, o tyle w przypadku Nokii kurs akcji spadł o kilkanaście procent, pociągając w dół notowania na giełdach na całym świecie. Tego typu asymetria w zachowaniu inwestorów świadczy o słabości rynku.
Z drugiej strony mamy stabilnych liderów wzrostów. Są nimi spółki internetowe, takie jak Ebay, Yahoo! czy Amazon. Ich ceny znajdują się w silnych, stabilnych i długotrwałych trendach. Porównując wskaźnikowo, ww. spółki wyglądają drogo na tle reszty rynku. Uważam jednak, że dopóki tej czołówce starcza sił do wzrostów, dopóty rynek nie powinien wchodzić w trend spadkowy. Dopiero gdy te lokomotywy wyczerpią swój potencjał, rozpocznie się wyprzedaż na szerokim rynku.