Cena ropy naftowej przekroczyła wczoraj poziom 30 USD za baryłkę. Do zwiększonych zakupów przystąpiono w wyniku obaw, że amerykańskie zapasy tego surowca są zbyt niskie, by zaspokoić popyt w razie kolejnych zakłóceń w dostawach. Rezerwy ropy w USA są mniejsze o 10% niż o tej porze przed rokiem, a tymczasem znowu doszło do zamieszek w Nigerii, a na eksport z Iraku na razie nie ma co liczyć. Niezadowoleni z polityki rządu demonstranci zajęli przepompownię Kokori w delcie rzeki Niger, należącą do Royal Dutch/Shell Group. Wprawdzie rzecznik Shella w Londynie informował, że pod koniec dnia wznowiono pracę tego zakładu, ale uczestnicy rynku pamiętają, że w marcu zagraniczne koncerny na dwa tygodnie ograniczyły o 37% wydobycie w Nigerii na skutek zamieszek o podłożu etnicznym. Baryłka ropy Brent z dostawą we wrześniu kosztowała po południu w Londynie 30,08 USD wobec 29,53 USD na poniedziałkowym zamknięciu. Ropa w ciągu trzech miesięcy zdrożała o 27,6%.

Cena miedzi też wczoraj nieco wzrosła, co było spowodowane rekordowym poziomem indeksu ISM dotyczącym lipcowego rozwoju usług w Stanach Zjednoczonych. Do tego sektora gospodarki zalicza się tam również budownictwo, które zużywa najwięcej miedzi. Stąd nadzieje na większy popyt na ten metal, a więc i wzrost jego ceny. Za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu na londyńskiej giełdzie 1772 USD, a więc o 4 USD więcej niż na zamknięciu dzień wcześniej.

Złoto po dniu przerwy ponownie wczoraj staniało, co było spowodowane wzrostem kursu dolara do euro. Cena uncji złota z natychmiastową dostawą ustalana w Londynie przez 11 światowych banków uczestniczących w obrocie tym kruszcem wynosiła po południu 348,8 USD, a więc o 65 centów mniej niż w poniedziałek. n