Giełdowy pociąg jedzie coraz szybciej, a kolejne przeszkody znajdujące się na jego torze zostają rozbite w pył, bez najmniejszej nawet chwili zastanowienia. Indeks WIG 20, kontrakty terminowe, jak również kursy wielu poszczególnych walorów weszły przed kilkoma - kilkunastoma tygodniami w formację hiperboli. I choć taki stan rzeczy z pewnością cieszy i to mocno, zarówno posiadaczy akcji, jak i długich pozycji, to warto pamiętać, że formacja hiperboli, ma jedną, ważną cechę charakterystyczną: kończy się bardzo gwałtownie i niespodziewanie. Późniejsze spadki zabierają inwestorom, lwią część zgromadzonego zysku. Warto więc, przy tak ogromnym "rozbuchaniu" rynku zachować wyjątkową ostrożność i nawet jeśli do tej pory nie stosowało się takich praktyk, zacząć zakładać zlecenia typu "stop loss". Już po raz kolejny, podczas sesji środowej mieliśmy do czynienia z dawno nie notowana zmiennością, zarówno na rynku kasowym jak i terminowym. Oba rynki poruszały się jak w przysłowiowym kalejdoskopie, a emocje zmieniały się niemal co kwadrans. Na początku notowań WIG 20 zdołał ustanowić kolejny szczyt wynoszący 1641 pkt, by w drugiej połowie dnia zejść poniżej wsparcia znajdującego się na 1600 pkt. Po silnym optymizmie, który widoczny był jeszcze na początku dnia, pozostało niewiele. Jedyną kotwicą, broniącą indeks WIG 20 przed zniżką było PKO, TP i BRE. Na przeciwnym biegunie znalazły się KGHM i Prokom.
Obecna sytuacja techniczna naszego rynku, wskazuje na ekstremalne wręcz wykupienie. Taka sytuacja jest charakterystyczna dla formacji hiperboli, jednak z każdym dniem zwiększa się ryzyko nadejścia korekty. Środowa sesja, choć zapewne nie była szczytową, po raz kolejny pokazała jak ogromne jest obecnie ryzyko zajmowania długich pozycji. Osobiście wolałbym powstrzymać się z zakupami do najbliższej głębszej korekty, która powinna nadejść lada dzień i sprowadzić rynek w dół o ok. 150 pkt.