Reklama

Niechęć do zmian

Publikacja: 03.09.2003 10:24

Premier Hausner powiedział ostatnio, że trudno będzie znaleźć 2-3 mld złotych, by zmniejszyć deficyt budżetowy. A jeszcze miesiąc temu był pełen optymizmu, zapowiadając działania mające na celu wygospodarowanie takiej kwoty. Cóż się więc stało?

Wygląda na to, że opór materii, a więc niechęć poszczególnych ministrów do odchudzenia swoich wydatków, jest silniejsza niż wicepremier sądził. Może uda się zwiększyć dochody z prywatyzacji? Może. Niemniej nie o takie szukanie środków chodzi przede wszystkim. Wydaje się zresztą, że Ministerstwo Finansów znowu idzie bardziej w kierunku intensyfikacji dochodów, niż poszukiwania oszczędności i cięcia wydatków.

Oto pojawił się pomysł opodatkowania dochodów szkół niepublicznych. Z jednej strony, nic w tym dziwnego. W końcu są to przedsiębiorstwa, których zadaniem jest wypracowywanie zysku. Jeśli tak, to powinny płacić podatek. O ile oczywiście ten zysk są w stanie osiągnąć. Z drugiej - charakter ich działalności jest jednak specyficzny. Skończy się zresztą, jak zwykle w takich sytuacjach, podwyżkami czesnego. A więc zapłacą za to rodzice.

To nie koniec. Oto bowiem podatkiem mają być objęte także publiczne szkoły wyższe. Problem w tym, że tu ewentualne zyski, zgodnie z prawem, mają iść na różnego rodzaju inwestycje związane z funkcjonowaniem uczelni, nie zaś do kieszeni jakiegoś kapitalisty. Czyli innymi słowy szansa na to, żeby luka między np. poziomem infrastruktury pomiędzy większością polskich uczelni a uczelniami Europy Zachodniej zawęziła się, stanie się zdecydowanie mniejsza.

A miało być tak pięknie! Racjonalizujemy wydatki, szukamy oszczędności, dbamy o to, żeby publiczne pieniądze nie były marnotrawione. Tymczasem niewiele słychać o działaniach w tym kierunku. A wiele jest tu do zrobienia. Co chwila dowiadujemy się bowiem o absurdach w obowiązujących przepisach. Hit sezonu to hodowla kotów (w praktyce wystarczy mieć jednego), dzięki której nabędziemy prawo do ubezpieczenia się w ramach KRUS. Jeśli ktoś woli rybki albo psa, to nie ma sprawy.

Reklama
Reklama

Może jednak jakieś poważne programy naprawcze rzeczywiście są przygotowywane? Może po prostu na razie nic na ich temat nie wiemy?

Jeśli rzeczywiście opodatkowanie szkół publicznych i wiele innych niepopularnych decyzji jest koniecznych, to trudno - trzeba je podjąć. Tyle tylko, że najpierw powinno się pokazać oszczędności na własnym podwórku albo zlikwidować patologię. Poprzedniemu rządowi zarzucono brak jakiejkolwiek polityki informacyjnej, co przekładało się na brak zrozumienia społecznego dla czterech wielkich reform. W konsekwencji było to też jednym z czynników spadającego poparcia dla Rady Ministrów. Teraz, niestety, nie jest lepiej. Przeciętny Kowalski znowu widzi, że zmiany zaczynają się od podnoszenia podatków i łupienia obywatela na każdym kroku (chwalebnym wyjątkiem jest tu obniżka CIT). I gdzie tu reforma finansów publicznych? Chyba że rzeczywiście cała reforma ma się ograniczyć do poszukiwania dodatkowych dochodów.

Jeśli tak, to nie jestem pewien, czy można mieć pretensje do premiera Hausnera albo do ministra Raczki. Dramatyczne sejmowe przemówienie tego pierwszego wskazuje raczej na to, że do reform musi on przekonywać partyjnych kolegów. I z poszczególnych ministerstw, i z ław parlamentu. Można nawet odnieść wrażenie, że szybciej znalazłby on poparcie opozycji, niż swojego zaplecza politycznego. Na to w każdym razie wskazywały niektóre wystąpienia.

Niestety, ta cała reforma zaczyna się o dwa lata za późno. Politycy wiedzą bowiem doskonale, że najdalej w 2005 roku odbędą się wybory i jest niewielka szansa na to, że pozytywne efekty drastycznych zmian (gdyby do nich doszło) zdążą już wystąpić. Czyżby więc znowu okazało się, że od dobra Polski ważniejsze jest wyborcze zwycięstwo?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama