Piątkowa sesja nie należała do emocjonujących. Grudniowa seria kontraktów przez cały dzień powoli się osuwała, żeby ostatecznie zamknąć się na poziomie 1558 pkt. Z punktu widzenia analizy technicznej, sesja ta nie wnosi nic nowego. Wyrysowana czarna szpulka ma niewielką wartość prognostyczną. Stąd też to, jak rozpocznie się przyszły tydzień, w dużej mierze będzie zależeć od porannych nastrojów na światowych parkietach.
Patrząc na rynek terminowy przez pryzmat ostatnich tygodni, przewaga niedźwiedzi od razu rzuca się w oczy. Formacja odwrócenia trendu (trzy czarne kruki) i późniejszy dynamiczny spadek, w połączeniu z sygnałami sprzedaży na wskaźnikach (m.in. na MACD), każą oczekiwać kontynuacji spadków. I to niezależnie od tego, czy kwalifikujemy tę zniżkę jako początek bessy, czy jedynie jako ostrą korektę hossy. Bowiem zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku, kontrakty powinny przetestować okolice 1450 pkt. (szczyt ze stycznia 2002 r.). Przy obecnej dominacji sprzedających, dopiero tam popyt ma szanse na ewentualne odzyskanie przewagi na rynku. Sytuacja taka sprawia, że prognozy na najbliższe dni nie są dla byków najlepsze. W przyszłym tygodniu realny jest spadek poniżej bariery 1500 pkt.
Wnioski płynące z wykresu tygodniowego są zbieżne z tymi przedstawionymi wyżej. Potwierdzona formacja spadającej gwiazdy sprzed dwóch tygodni będzie przez najbliższe tygodnie, a może nawet i miesiące, negatywnie oddziaływać na inwestorów. Fakt, że powstała na poziomie zniesienia Fibonacciego (50-proc. bessy z lat 2000-2001), a także w momencie, gdy 13-tygodniowy RSI osiągnął najwyższą wartość w historii, dodatkowo wzmacnia jej podażowe znaczenie. Minie dużo czasu, zanim ponownie zobaczymy kontrakty powyżej 1760 pkt.