Wielu entuzjastów wejścia Polski do UE podaje przykład Irlandii, sądząc, że nasz kraj może osiągnąć taki sam sukces. Czy, Pana zdaniem, takie porównanie jest właściwe?
Ludność Irlandii to jedynie jedna dziesiąta liczby mieszkańców Polski, dlatego bezrobocie w wartościach absolutnych było niższe, więc sytuacja krajów przed wejściem jest inna. Mimo to, mam nadzieję, że wyciągniecie wnioski z naszych problemów z długiem publicznym i zastosujecie odpowiednią politykę budżetową. Mam na myśli również stosowanie zachęt dla inwestorów zagranicznych i reformy strukturalne.
Jakie reformy są wobec tego konieczne?
Mieliśmy ogromne problemy z finansami publicznymi w latach 80. Dług publiczny przekroczył wtedy 100% PKB, a dochód narodowy nie rósł tak szybko, jak wszyscy tego chcieli. Nawet dla krótkotrwałych korzyści, nie warto jednak było ryzykować. Cięcia, których wtedy dokonał rząd, choć akceptowane przez społeczeństwo, były bardzo bolesne.
Wspomniał Pan, że Irlandczycy zdawali sobie sprawę z problemu wysokiego długu i koniecznych reform. Jak udało się osiągnąć tak dużą akceptację dla programu oszczędnościowego?