Zatrzymania spadku w okolicy 1500 pkt na dobrą sprawę można się było spodziewać. Skoro niemal wszyscy analitycy spodziewali się obrony wsparcia na wysokości 1480 pkt, to można było oczekiwać, że zejście indeksu już w jego pobliże skłoni do mocniejszych zakupów.

Właśnie w taki sposób zdawali się myśleć inwestorzy na sesji wtorkowej. Początkowy spadek (a raczej monotonne osuwanie się) do 1500 pkt został jednoznacznie wyhamowany, a pozytywny test wsparcia pozwolił na ponad 4-proc. wzrost indeksu wobec dziennego minimum. Po rozpiętości kolejnych świec widać wyraźnie, że rynek jest bardzo nerwowy i nie bardzo wie, w którym kierunku się poruszać. Brakuje mu stabilności i systematyczności chociażby z okresu maj-lipiec.

Nad indeksem na pewno ciąży możliwość dopełnienia formacji podwójnego szczytu, co nie zachęca do nabywania akcji. Z drugiej strony, bliskość wsparcia sprawia, że i chętnych do sprzedaży jest coraz mniej.

Wahania WIG20 mogą przebiegać do końca roku w przedziale 1480-1740 pkt. Pasmo jest bardzo szerokie, co jednak powinno ułatwiać zajmowanie pozycji w krótkiej perspektywie. W średnim terminie przełamanie oporu wydaje mi się bardziej prawdopodobne - być może stanie się to przy okazji "efektu stycznia".

Jeśli chodzi o oscylatory, to MACD naruszył strefę wsparcia. Jednak znów może się powtórzyć sytuacja z przełomu września i października, kiedy wskaźnik błyskawicznie wrócił ponad linię równowagi, generując sygnał zakupu. Nadal niezbyt dobrze wyglądają inne szybkie wskaźniki. Większość z nich pozostaje na dość niskim poziomie, a w wyniku ostatnich wahań stały się mniej wiarygodne niż w minionych miesiącach. Wtorkowego wzrostu, mimo że ciekawego od strony technicznej, nie traktowałbym jako początku kolejnej fali wzrostowej. Ponieważ miał on miejsce bezpośrednio po utworzeniu pułapki bessy, to jednak korzystałbym z niego, ale nie dłużej niż do 1700 pkt. Już w środę przyjdzie się zmierzyć indeksowi ze średnimi kroczącymi i efekt wcale nie musi być pozytywny.