Wydarzeniem czwartkowej sesji była publikacja wstępnych danych o amerykańskim PKB w III kwartale br. Inwestorzy oczekiwali mocnych danych i takie też dostali. Znakomite dane nie wywołały jednak euforii. Początek sesji upłynął pod znakiem wahań w okolicach środowego zamknięcia. Inwestorzy najwyraźniej uznali, iż te dobre informacje to już historia i nie warto się nimi ekscytować.

Niewiele zmieniła się sytuacja techniczna. Od dłuższego już czasu, żadna ze stron nie potrafi wypracować na tyle dużej przewagi, żeby doprowadzić do silnego ruchu. Efekt jest taki, że od czerwca obserwujemy stabilizację z lekko wzrostową tendencją (S&P 500, DJIA). Na razie nic nie wskazuje na to, żeby szybko mogło się to zmienić. Skutecznym sygnałem sprzedaży byłby bowiem spadek indeksu S&P 500 poniżej 1000 pkt i DJIA poniżej 9300 pkt. W obu przypadkach oznaczałoby to wybicie dołem z kanałów wzrostowych, w jakich indeksy poruszają się od 3 miesięcy, przy równoczesnym przełamaniu 50- i 100-sesyjnych średnich kroczących.

Zachętą do kupna akcji może być natomiast wybicie górą z opisywanych kanałów - czyli pokonanie odpowiednio 1070 pkt i 9950 pkt. Należy jednak pamiętać, że warunkiem koniecznym wysłania sygnału kupna musi być nie tylko duża dynamika takiego wybicia, ale przede wszystkim zdecydowany wzrost wolumenu. Na razie bowiem, obserwując strukturę obrotów, należy sądzić, iż od 5 miesięcy na Wall Street odbywa się regularna dystrybucja. Gdyby to twierdzenie znalazło potwierdzenie w postaci sygnałów sprzedaży, to najbliższe półrocze będzie ciężkie dla byków.

Zaczyna klarować się sytuacja na tokijskim parkiecie. Po silnym ciosie, jakim był ponad 5-proc. spadek Nikkei w zeszły czwartek, byki z dużym trudem podnosiły się. Wyraźna słabość na kluczowym dla dalszych losów oporze 10 754-10 889 pkt, każe zakwalifikować ostatnią zwyżkę jako ruch powrotny do pokonanej 23 października br. półrocznej linii hossy. Tym samym jeszcze w tym roku realny jest test 9250-9450 pkt (sierpniowy dołek, zniesienie Fibonacciego).