Reklama

Jaki PKB, taka płaca

Skoro minister finansów zna sposoby na sfinansowanie dziury w budżecie państwa, to pewno poradzi sobie z deficytem w domowym budżecie. Może zawsze wyemitować obligacje pod swoje przyszłe dochody

Publikacja: 14.11.2003 09:10

Była taka osławiona maksyma, dotycząca płacy w socjalizmie. Brzmiało to tak: "Czy się stoi, czy się leży, to... się należy". W miejsce wykropkowane wstawiało się - w zależności od tego, jaka była inflacja - odpowiednią sumę.

Prawda jest taka, że trwająca od wielu lat transformacja nie spowodowała, że maksyma ta straciła całkowicie znaczenie. Ot, jest jeszcze sporo dziedzin, gdzie pracownicy mogą z czystym sumieniem się na nią powoływać przy wypłacie. Tak mogą mówić, na przykład, urzędnicy. I to urzędnicy każdego szczebla, włącznie z ministerialnymi. Tak dalej być nie może.

W końcu nie uchodzi, żeby minister od autostrad brał tyle samo, bez względu na to, czy udało mu się doprowadzić do budowy 2 metrów czy 200 kilometrów dróg. A jak można uzasadnić fakt, że minister od bezrobocia dostaje taką samą pensję, i to bez względu na to, czy liczba osób bez pracy spada czy rośnie.

Wyobraźcie sobie Państwo sytuację, w której wysokość pensji ministra finansów zależy od tego, jak duży jest deficyt budżetowy. A dokładniej - zależy odwrotnie. Czyli - jak minister zmniejsza dziurę budżetową o 30%, jego zarobki rosną np. 3-krotnie. A jak zwiększa - to pensja mu się zmniejsza, i to tak, że w pewnym momencie dochodzi do zera. W sumie - skoro minister zna sposoby, aby sfinansować dziurę w budżecie państwa, to pewno poradzi sobie z deficytem w domowym budżecie. Może zawsze wyemitować obligacje pod swoje przyszłe dochody.

Podobnie sytuacja powinna wyglądać z ministrem pracy - gdy bezrobocie spada, to jego pensja rośnie. Gdy liczba osób bez pracy rośnie, to jego pensja spada - aż do poziomu zasiłku. I gdy w ciągu 6 miesięcy bezrobocie nie drgnie ani o 1 pkt proc., wtedy pan minister traci prawo do zasiłku.

Reklama
Reklama

Oczywiście, w przypadku niektórych resortów osiągnięcia byłyby trudno mierzalne. Bo w końcu od czego powinno się uzależnić płacę ministra kultury- Od tego, ilu ludzi chodzi do teatrów czy muzeów- A może od liczby kupionych przez Polaków książek" Nie kryję, że to ostatnie rozwiązanie najbardziej by mi odpowiadało. Ale jest jeszcze jedno, o wiele lepsze - zlikwidować ministerstwo kultury, skoro tak trudno zdefiniować, czemu ono tak naprawdę służy.

Podobne problemy dotyczą także innych resortów - zdrowia (co wybrać - odsetek wyleczonych czy spadek liczby zachorowań"), środowiska (poziom dwutlenku węgla w atmosferze czy może liczbę ocalonych rzadkich gatunków zwierząt i roślin), czy edukacji (liczba osób, które skończyły studia, czy też spadek odsetka osób kończących zawodówkę"). Ale w końcu rząd Leszka Millera powinien dać sobie radę z takimi drobiazgami, bo już pokazał, że niejednemu problemowi jest w stanie stawić czoło (a niejednemu nie).

Zwłaszcza że taka zmiana wynagrodzeń byłaby sporą szansą również dla pana premiera. Ot, gdyby jego pensja była uzależniona od tempa wzrostu PKB w naszym kraju. Każdy punkt procentowy więcej oznacza większe wynagrodzenie głowy rządu. Przykładowo - podstawa wyniosłaby 5 tys. zł - i gdyby tempo wzrostu wyniosło 5% - to mamy wynik - 5 razy 5 tys. zł, co daje 25 tys. na rękę.

W przypadku recesji premier jednak dostawałby tylko gołe 5 tys. Zastanawiałem się, czy nie wprowadzić obniżki do zera, ale uznałem, że to nie byłby dobry pomysł. Trzeba bowiem zostawić panu premierowi jakieś środki, aby mógł, na przykład, kupować obligacje emitowane przez ministra finansów. W końcu skoro premier każe mu zwiększać deficyt, to niech mu także pomaga.

Jednak mojemu pomysłowi na reformę wynagrodzeń w sferze rządowej zagraża jedno niebezpieczeństwo. Co bowiem będzie, jeśli okaże się, że i pan premier, i ministrowie nie są materialistami i nie interesują ich pieniądze" I że chcą pracować jedynie dla idei` Pytanie tylko - jaka idea tkwi w tym, żeby rządzić państwem o dużym deficycie, rosnącym długu publicznym, bez autostrad, z masami ludzi bez pracy. Ja nie wiem, ale ministrowie rządu Leszka Millera zapewne wiedzą. W końcu robią ta od ponad dwóch lat.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama