Brak sesji w USA wpłynął na uspokojenie nastrojów na europejskich parkietach. Obroty, jak zawsze w takiej sytuacji, były małe. Po całodziennym osuwaniu się na minusie zamknął się londyński FT-SE 100, wyraźnie zyskał natomiast na wartości niemiecki DAX.

Wśród głównych europejskich indeksów właśnie ten ostatni prezentuje się najbardziej ciekawie. Wynika to z faktu, że pomimo zachowanej dużej korelacji z S&P 500, DAX do tej pory nie zdołał zanegować długoterminowej formacji głowy z ramionami. Linia szyi oddalona jest zaledwie o 3% obecnej wartości indeksu. Przy zachowaniu dotychczasowej dynamiki trendu wzrostowego w ciągu najbliższych dwóch tygodni można oczekiwać jej przebicia. Teoretycznie powinien to być bardzo silny sygnał kupna. Jednak patrząc na to, jak w analogicznej sytuacji zachowywał się S&P500, należy założyć iż niewiele to zmieni.

Obawiam się jednak, iż w najbliższym czasie nie doczekamy się realizacji takiego scenariusza. Niewiele powyżej opisywanej linii szyi znajduje się bowiem ponad 3,5-letnia linia trendu spadkowego. Popyt czuje respekt przed tą barierą. Wskazuje na to zmniejszająca się dynamika wzrostów oraz liczne sygnałach sprzedaży i negatywne dywergencje generowane na podstawowych wskaźnikach. Stąd też można przypuszczać, iż o ile tylko nastąpi, to ewentualny atak na linię bessy poprzedzony zostanie głębszą korektą. Naturalnym poziomem jakiego powinien sięgnąć spadek są okolice 3200 pkt. Wsparcie wyznaczają tam minima z 30 września br. oraz 38,2-proc.. zniesienie rozpoczętej w marcu hossy.

Pokonanie 3200 pkt., będzie istotnym sygnałem sprzedaży sprzedaży. Z uwagi na fakt, że DAX dalej znajduje się w długoterminowym trendzie spadkowym, sygnał taki może skutkować nawet zejściem do 2200 pkt.

W ostatnich dniach popyt przypomniał sobie o rynku japońskim. Atak na silny opór w strefie 10 100-10 200 pkt. (m.in. luka bessy i linia trendu spadkowego) ma szansę się powieść. Uważam, że będzie to pułapka, a kolejne tygodnie upłyną pod znakiem spadków.