Jesteśmy właśnie w ferworze dyskusji nad tzw. planem Hausnera. Pojawia się też sporo pomysłów jakby ten plan ułagodzić, ucywilizować, nadać mu bardziej ludzką twarz. Innymi słowy - jak owe zmniejszanie wydatków zmniejszyć tu o parę milionów, tam o miliard, a gdzie indziej o parę tysięcy. I po tych pomysłach widać, jak strasznym problemem jest nałóg. Zwłaszcza, gdy jest to nałóg państwowy.
Już w przypadku pojedynczego Kowalskiego uzależnienia mają straszne skutki - ot, nałóg alkoholowy, tytoniowy, uzależnienie od hazardu czy transmisji z obrad sejmowej komisji śledczej często prowadzą do rozpadu rodziny, tragedii czy nawet przestępstw. Na dodatek - zwykle wystarczy jedno uzależnienie, aby przedwcześnie zejść z padołu. Kilka nałogów naraz to już praktycznie pewny bilet na przykład na Powązki.
A nasze państwo ma tych uzależnień bez liku. I nie chodzi mi tylko o uzależnienie od pożyczanych pieniędzy. Gdyby na pożyczaniu się skończyło, byłoby z czego oddawać. Tymczasem państwo nie tylko nałogowo pożycza, ale wydaje pieniądze jak córka miliardera chora na zakupoholizm (czy jak to się nazywa). Stąd wzięło się też uzależnienie od pustki (czy to ma jakąś nazwę) - bo jakże inaczejm, jak nie pustką w kasie można nazwać deficyt budżetowy. A że nałogi lubią się pogłębiać, pustka w kasie z roku na rok staje się coraz większa. Ale cóż - skoro to nałóg...
Państwo jest też uzależnione od walki z bezrobociem. Jak człowiek sobie poogląda w telewizji czy poczyta w gazetach o tym, co organy tego państwa mówią, od razu rzuca się w oczy ten nałóg. I od dawna już nie było roku, żeby nasza Rzeczpospolita z bezrobociem nie walczyła. A jak już choruje i na to, i na manię wydawania, to pieniędzy też na ten cel idzie coraz więcej.
Oczywiście, ludzie o zdrowym rozsądku zwracają uwagę, że nie ma sensu walczyć z bezrobociem, tylko lepiej postawić na zwiększenie zatrudnienia poprzez rozwój firm. I że ta strategia - co pokazuje przykład specjalnych stref ekonomicznych - jest i tańsza, i o wiele skuteczniejsza od walki z bezrobociem. Ale cóż się dziwić - w końcu oni są zdrowi, a państwo to nałogowiec. A wiadomo, że każdy palacz wie o zagrożeniach związanych z ulubionym dymkiem, ale jak nie zadymi, to się źle czuje.