Zatrzymanie spadków na wysokości 50-proc. zniesienia fali wzrostowej z okresu marzec-wrzesień i wyraźne zwiększenie obrotu na pierwszych trzech sesjach tego tygodnia, towarzyszące zwyżce wartości kontraktów, mogłyby stanowić solidną podstawę do silniejszego ruchu w górę. Ale czy stanowią?
Szybkie oscylatory nieudolnie poczynają sobie z krótkookresowymi liniami trendu spadkowego, jakie powstały po tym, gdy przełamane zostały we wrześniu średnioterminowe trendy wzrostowe. Dobitne przykłady to RSI i MACD. Minimalnie lepiej wygląda cenowy wskaźnik zmian, ale nie daję mu zbyt dużej wiarygodności. Trudno powiedzieć, czy SK - 15, jak to miało miejsce przez kilka ostatnich miesięcy, znów będzie stanowić wsparcie przy zniżce, skoro wciąż jej wartość maleje; podobnie nie przeceniałbym wagi SK-45 jako oporu. Przełamanie linii trendu łączącej szczyty świec z 15 października i 12 listopada mogłoby dać wzrost do 1600 pkt, ale i to nie jest pewne. W kwestii spadków, jest szansa na to, aby poziom 1420 pkt stał się twardym dnem. Na wszelki wypadek napiszę, że jego przełamanie spowoduje spadek o kolejne 80 pkt.
Formułując odpowiedź na pytanie postawione na początku komentarza - kolejny raz były szanse na wzrost, to wynikały one chyba bardziej z uspokojenia na giełdach zachodnich, aniżeli z siły naszego parkietu. Problemy z linią trendu czy niedawnym wsparciem stanowią istotną przeciwwagę dla pozytywnych wskazań. Są podstawy (inne niż techniczne) do wzrostu przed końcem roku; różne sygnały analizy technicznej nakazują jednak pozostawanie poza rynkiem, gdyż zajęcie pozycji po którejkolwiek stronie obarczone jest dużym błędem. A o skali nerwowości graczy niech świadczy końcówka wczorajszej sesji.