Patowa sytuacja po drugiej stronie Atlantyku trwa już prawie pół roku. Dokładnie 17 czerwca, po trzech miesiącach wzrostu, indeks S&P 500 osiągnął 1011 pkt. Na zamknięcie pierwszej sesji grudnia wartość wskaźnika (1070 pkt) była niecałe 6% wyższa. Choć kolejne szczyty i dołki położone są na coraz wyższym poziomie, co wyczerpuje definicję trendu wzrostowego, to jednak zwyżka przebiega na zasadzie "3 do przodu, 2 do tyłu".
Słabą falę wzrostową, która została zapoczątkowana w pierwszej dekadzie sierpnia, można opisać dwoma formacjami: albo kanałem wzrostowym, albo zwyżkującym klinem. Druga z tych figur nie jest korzystna dla posiadaczy akcji. Jeśli pojawia się w trendzie wzrostowym, stanowi jego ostatni akord, jeśli natomiast występuje w trakcie bessy, zapowiada jedynie chwilową poprawę koniunktury. Wykres S&P 500 jest teraz w pobliżu górnego ograniczenia formacji. Próbując określić etap, na jakim znajduje się budowanie klina, rozbierzmy figurę na czynniki pierwsze. W trakcie kształtowania klina zostały zamknięte dwa pełne cykle. Pierwszy liczył 39 sesji (od 6 sierpnia do 30 września), drugi miał 37 sesji (od 1 października do 20 listopada). W trakcie pierwszego cyklu wzrost indeksu trwał 31 sesji (+7,6%), przez pozostałe 8 notowania spadały. W drugim proporcje nieco pogorszyły się: szczyt ukształtował się już po 24 sesjach (+6,4%), przez 12 przewagę na rynku miały niedźwiedzie. Teraz górne ograniczenie formacji zostało osiągnięte już po niecałych 10 sesjach. Być może proporcje między częścią wzrostową i spadkową odwróciły się, co by znaczyło, że byki są coraz bliżej porażki. Potwierdzeniem niekorzystnego dla posiadaczy akcji scenariusza będzie przełamanie dolnej linii opisywanej formacji, która znajduje się na 1045 punktów.
Nasdaq Composite
Za takim rozwiązaniem sytuacji przemawia wykres Nasdaq Composite, na którym zwyżka przestała się rozwijać prawidłowo w połowie września. Wprawdzie na pierwszej sesji grudnia, podobnie jak S&P 500, indeks zanotował 52-tygodniowe maksimum (1989 pkt), to jednak trzy tygodnie wcześniej spadł poniżej głównej linii trendu wzrostowego. Zatem to może być tylko ruch powrotny do przełamanego wsparcia, a nie początek nowej fali zakupów. Żeby jednak ta hipoteza zaczęła mieć jakieś realne kształty, potrzebny jest spadek przynajmniej poniżej 1880 pkt.
Inne rozwiązanie sytuacji sugeruje średnia przemysłowa Dow Jones (DJIA), skupiająca 30 największych amerykańskich przedsiębiorstw. Wykres tego indeksu wskazuje, że oczyszczenie atmosfery możliwe jest także poprzez... przyspieszenie wzrostów. Najpierw jednak wskaźnik musi przekroczyć 10 tysięcy punktów, co nie udało się od maja zeszłego roku.