Skala obrotów na giełdzie w ostatnich dniach pokazuje, że nadal mamy do czynienia z niską aktywnością kapitału zagranicznego, co jest o tyle istotne, że bez jego napływu trudno wyobrazić sobie trwałą tendencję wzrostową. Z uwagi na znaczny, 31-procentowy udział akcji w portfelach, krajowe fundusze emerytalne nie dysponują obecnie siłą do wywołania hossy na giełdzie warszawskiej. Sytuacja na węgierskim rynku finansowym zniechęca zachodni kapitał portfelowy do napływu także na inne rynki regionu Europy Środkowowschodniej, i to pomimo pewnych fundamentalnych różnic między np. Polską a Węgrami, choćby w sytuacji na rachunku bieżącym.
W tej sytuacji w najbliższych tygodniach można oczekiwać realizacji formacji podwójnego szczytu, zapowiadającego spadek WIG20 poniżej 1300 pkt. Dodatnia baza na kontraktach oraz brak powszechnego przekonania wśród analityków o nieuchronności spadków powodują, że trudno dostrzec w tej chwili objawy skrajnego pesymizmu, charakterystycznego dla formowanie istotnego lokalnego dna. Wprawdzie ze statystycznego punktu widzenia znajdujemy się wciąż w czasie korzystnym dla posiadaczy akcji (od końca listopada do końca marca mieliśmy zawsze do czynienia z minimum jedną zwyżką rzędu 20%), ale możliwe jest, że zwyżka wystąpi dopiero po nowym roku, tak jak miało to miejsce chociażby na przełomie 1997 i 1998 roku.
W ostatnim czasie z otoczenia okołorynkowego napłynęło wiele korzystnych danych makroekonomicznych. Informacje o nadwyżce w handlu zagranicznym czy też o wysokiej dynamice sprzedaży detalicznej nie przyczyniły się do trwałego powrotu zwyżek na WGPW, i to pomimo dobrej koniunktury na rynkach zachodnich. Ten sposób reakcji na nowe korzystne informacje świadczy o słabości rynku, stanowiąc tym samym kolejny argument na rzecz scenariusza spadkowego.